wtorek, 17 sierpnia 2010

Amerykanie, jak Polacy

Opowieści starego nudziarza(2)

Piszę tu z bólem o tym, jacy to marni jesteśmy, my Polacy.
Byłem pełen nadziei, że Wolna Polska będzie czymś w rodzaju tego niezapomnianego, 16-nastomiesięcznego festiwalu wolności.

Pełnego nieskrępowanych, żywych i rzeczowych dyskusji, panelów, zatrzęsienia gazetek, reprintów przedwojennych książek. Tylko jeszcze ciekawszym, jeszcze barwniejszym i bardziej płodnym. Jeszcze bardziej wzniosłym. Jakże srodze się zawiodłem. Nie będę się nad tym rozwodził. Kto czytał mój wpis o powstaniu, będzie wiedział.

Ale wkrótce minie już prawie ćwierć wieku Nowej Wolnej Polski i powoli czuję się mniej oszołomem a bardziej członkiem wspólnoty podobnie myślących.
Niektórzy moi byli przyjaciele natychmiast po zdobyciu wolności, przystąpili do jeszcze bardziej bezlitosnej walki z polską tożsamością narodową, w swoim pojęciu formując ją „od nowa, nowocześnie”.
Robili to tym skuteczniej, że nie byli wrogami, najeźdźcami (nawet, jeśli byli często synami i wnukami wrogów i najeźdźców) a otoczonymi nimbem większego czy mniejszego, prawdziwego czy nadymanego, męczeństwa.
Dzisiaj zdają się dzierżyć rząd dusz w znacznym odłamie Polaków, którym nie śmiem odmówić dobrej woli i patriotyzmu.

Niektóre ich duchowe dzieci są zresztą w przeciwnym obozie, w tej "drugiej Polsce".
Nie czarujmy się. Ja pierwszy. Ale ja mówię o tym otwarcie. I moja samoświadomość mnie trochę ratuje.

Do czego zmierzam?
Otóż nawet na najbardziej oszołomskich portalach dostrzegam echa tej straszliwej zaściankowości myślenia.

Tej mentalności fornala, który został ekonomem. Co o mnie ludzie powiedzą! Co jest przyzwoite? Co jest nowoczesne? Co jest skuteczne?

Ten brak śmiałości: JA JESTEM NAJLEPSZY! A wy macie PODZIWIAĆ!

Tak mnie uczono. Ale ja pochodzę z przedwojennej, tramwajarskiej rodziny. Tam nikt nie miał kompleksów. Warszawiacy, ….coś tam, zapomniałem rymu. Alzheimer, rozumiecie….

Jak zaczęli mnie leczyć z megalomanii, to się najpierw straasznie zdziwiłem. Potem wpadłem w zadumę.

Może faktycznie, jesteśmy tacy marni?

Powinniśmy być tacy jak…no właśnie, jacy? Może jak Niemcy? Dzisiaj to całkiem normalna możliwość, za moich czasów – nie do pomyślenia (powinno być dużymi literami).

Może jak Rosjanie? To jeszcze dzisiaj jest nie do pomyślenia. Poczekamy, zobaczymy.

To może, jak Amerykanie?
No to duuużo szybciej. Ale czy Wy, kochani wiecie, jacy są Amerykanie? To wręcz kliniczny przykład bufona. Który wie najlepiej, jest najpotężniejszy, najmądrzejszy.


No tak, ale oni mają podstawy. Oni są FAKTYCZNIE najpotężniejsi.

Ale to kompletne mohery! W szkole, a tam w szkole, w stołówce się modlą, przed posiłkiem. Nie wstydliwie, OSTENTACYJNIE! Sam widziałem.

Aaaa i uwielbiają TRADYCJĘ! Tworzą ją z uporem maniaka. Im mniej mają, tym bardziej gorliwie ją tworzą.

Ze wszystkiego. Gotowi z łachy piasku zrobić pomnik pustyni.
Oni są tacy, jak my, Polacy. Dumni ze swojego kraju, czczą swoich bohaterów, szanują swoją tradycję, nie dają sobie w kaszę dmuchać.

Stop!

TU JEST różnica. My sobie dajemy. My mamy kompleksy. To nie problem, że my jesteśmy religijni. Problem, że SIĘ TEGO WSTYDZIMY.
To nie problem, że jesteśmy patriotami. Patrz wyżej.
To nie problem, że jesteśmy tradycjonalistami. Ibidem.

Amerykanie to fornale Anglików, którzy się zbuntowali i uniezależnili. Dlatego mają trochę kompleksów w stosunku do Anglików a nawet w stosunku do Europejczyków.

Ale to zdrowy naród, który wie swoje. I żadne „autorytety” do niedawna nie dawały rady na dłuższa metę.

Teraz po Obamie trochę strach. Ale nie traćmy ducha.
Żeby Ameryka była Ameryką!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz