środa, 26 czerwca 2013

Zygmunt B. Filozof z naganem


z Żołnierzami Wyklętymi w tle ...

Przedmowa

Uff. 10 tys znaków. A teraz jeszcze przedmowa. .... Nie można uciec przed samym sobą. Nie jestem baronem Münchhausenem  i nie wyciągnę się sam z bagna gadulstwa. Pozostaje mi z tego bagna przesyłać suche komunikaty. :)

Tak się złożyło, że na tym blogu tego tekstu nie było. Był na Frondzie i odbyła się tam nawet ciekawa, uzupełniająca i pouczająca rozmowa z "incydentami". PÓŁTORA ROKU TEMU.


A sytuacja opisana w poniższym wpisie - BEZ ZMIAN. Wiki polska trochę podretuszowała. 

Wstęp

Stefan Kisielewski jest autorem pewnego komentarza z lat osiemdziesiątych, pełnego gryzącej ironii, na temat praw Polaków do niepodległości. Niestety nie dysponuję oryginałem, czytałem to w jakiejś podziemnej publikacji, zacytuję z pamięci. (Może ktoś podrzuci namiary?)

Tekst w poetyce własnej, nie ośmiela się naśladować papieża polskiej felietonistyki:

„Zachodni bojownicy o prawa Murzynów z Konga czy z innego Czadu strasznie się indyczą w sprawie niepodległości tych malowniczych krain. Organizują akcje protestacyjne przed ambasadami imperialistycznej Francji i Belgii, piszą sążniste manifesty i zbierają podpisy ludzi dobrej woli. Jednak w sprawie niepodległości Polaków nikt się nawet nie zająknie.
Żaden nawiedzony pies z kulawą nogą nie zaszczeka: „Niepodległość dla Polski!”. Ale, między Bogiem a prawdą, po co Polakom niepodległość?”

Koniec niby cytatu. 

Przepraszam, nie mam oryginału i jestem zmuszony stręczyć podróbkę.
Echa tego komentarza słyszę w felietonach Stanisława Michalkiewicza, który jest wynalazcą określenia o „mniej wartościowym narodzie tubylczym”.

Tak mi się skojarzyło. Skąd? 5 tys znaków. Jak dobrze pójdzie. Cierpliwości.

Jak trafiłem na Zygmunta B.

Otóż chciałem się nieco podciągnąć w filozofii. I szukałem bliższych danych o guru polskiego i światowego postmodernizmu, najważniejszego gościa ostatniego Kongresu Kultury Polskiej, profesora Zygmunta Baumana.

Najpierw oczywiście sprawdziłem w polskiej Wikipedii. Uderzyło mnie, że nie ma tam żadnych danych biograficznych, podanych „jako takie”. 

Przypomniało mi to przypadek poseł Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej. Po uzyskaniu przez nią prominentnej pozycji w Platformie Obywatelskiej, z jej życiorysu w Wikipedii zniknęła wzmianka o jej wstydliwym epizodzie z marca ’68.

Początkowy passus mający związek z życiorysem naszego bohatera brzmiał tak:
Zygmunt Bauman (ur. 19 listopada 1925 w Poznaniu) – polski socjolog, filozof, eseista, jeden z twórców koncepcji postmodernizmu(ponowoczesności, płynnej nowoczesności, późnej nowoczesności). Znawca i interpretator Holocaustu. Nagrodzony m.in. nagrodą im.Theodora W. Adorno i nagrodą Księcia Asturii w dziedzinie komunikacji i nauk humanistycznych, zwaną też "hiszpańskim Noblem".




Zdjęcie
Notabene, pod zdjęciem profesora jest następujący podpis:

Czy to hasło encyklopedyczne, czy sprawozdanie z benefisu?

A może ( dla równowagi, takie zdjęcie pana B., Majora, lat 28?


 Źródło: Niezmiernie ciekawy artykuł o Baumanie. Dostępność 26 czerwca 2013. Może warto ten tekst zarchiwizować? Bo kto wie, czy będzie za jakiś czas dostępny?
Bauman musi jednak płacić przynajmniej cenę grillowania za swoje prawo do brylowania.
Przyp.autora z 26 czerwca 2013) 

Ale wracamy do mojego tekstu sprzed półtora roku.

Polscy wikipedysci, dzielący się na zwolenników zachowywania standardów i na „bezstronnych redaktorów”, rozważających, w którym miejscu, żeby zachować proporcje, należy umieścić wzmiankę o współpracy ze służbami (czy też o pracy w służbach), dyskutują zawzięcie już od pięciu lat. Bez dojścia do porozumienia. Pięć lat. W międzyczasie moja córka doszła już do klasy maturalnej.

„Kontrowersyjne” fakty z życiorysu, zredagowane w 348 słowach, prawdopodobnie wskutek tej gorącej dyskusji, umieszczone są w efekcie na końcu hasła, pod maskującym tytułem: „Druga wojna światowa i lata powojenne”, zaraz po rozważaniach stricte filozoficznych i „wróżbiarskiej” wypowiedzi naszego autorytetu intelektualnego o przyszłości Europy. Może w nadziei, że nikt tu już nie dobrnie?

                               Źródło: Polska Wikipedia   (teraz już trochę przeredagowana treść, uwagi krytyczne o umieszczeniu szczegółów biograficznych na końcu i pod maskującym tytułem - nieaktualne - bo UWZGLĘDNIONE, co za sukces! dotyczą stanu z lutego 2012, ale po analizie zmian - potwierdzam je w całej rozciągłości. Notabene - historię zmian można prześledzić w wiki. Główny wniosek: Polscy wikipedyści otrzymali rozkaz: Tak trzymać! przyp. autora 26 czerwca 2013) 

A co mówi anglojęzyczna Wikipedia?

Tam SĄ zachowywane standardy. Notka bibliograficzna na 848 słów znajduje się na początku. Ponad dwukrotnie więcej, niż w zakamuflowanej - polskiej.

Skupię się na tym, czego nie ma w polskiej wersji, te nowe fragmenty wytłuszczam (tłumaczenie własne):

Bauman zgłosił się do służby w kontrolowanej przez Sowiety Armii Wojska Polskiego, gdzie pracował jako oficer polityczny,  biorąc udział w bitwach o Kołobrzeg i Berlin. (…)

Według pół-oficjalnych enuncjacji historyka z polskiego Instytutu Pamięci Narodowej (chodzi o Piotra Gontarczyka. przyp.mój) w konserwatywnym piśmie Ozon w maju 2006 roku, od 1945 do 1953 Bauman pełnił podobną funkcję w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW),  formacji utworzonej w celu zwalczania nacjonalistów ukraińskich i resztek Armii Krajowej.
Jak twierdzi pismo, Bauman wyróżnił się jako dowódca oddziału, który schwytał wielu żołnierzy podziemiaPonadto autor przytacza dowody, że Bauman pracował jako informator(TW – przypis mój)  Informacji Wojskowej od 1945 do 1948 roku. Jednak charakter i zakres jego współpracy pozostają nieznane, a także dokładne okoliczności, w których współpraca została przerwana.

W wywiadzie dla The Guardian, Bauman potwierdził, że był zagorzałym komunistą w trakcie i po II wojnie światowej i nigdy nie robił z tego tajemnicy. Przyznał jednak, że przystąpienie do służby w Informacji Wojskowej w wieku 19 lat było błędem. Ale była to tylko "głupia" praca biurowa i nie pamięta (podkreślenie moje) o żadnym fakcie donoszenia na kogokolwiek.
(…)

Podczas służby w KBW Bauman najpierw studiował socjologię w warszawskiej Akademii Nauk Społecznych. Poszedł na studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim  (…)
W KBW Bauman w 1953 roku dosłużył się rangi majora (w wieku 28 lat! Głupia papierkowa praca i taka kariera! Przyp. mój), kiedy nagle został karnie zwolniony po tym, jak jego ojciec zwrócił się do Ambasady Izraela w Warszawie z prośbą o wizę emigracyjną.

Tu ciekawy jest odpowiedni fragment polskiej Wikipedii:
„a z którego został usunięty w 1953 pod zarzutami politycznymi.”
Koniec cytatów.

Refleksje zrodzone z lektury obu wersji są dwojakiej natury.

(I nie unieważniają ich poprawki redakcyjne, bezczelne w swej drugorzędności, w polskiej wersji encyklopedii, uczynione po mojej notce. Nadają im jednak poczucie płynności i konieczności ciągłej czujności. Są ochotnicy do nękania betonowych administratorów WIKI??? przyp. mój 26 czerwca 2013)

O postaci Zygmunta Baumana i o Wikipedii

Zacznijmy od treści, którą analizowaliśmy, abstrahując od tego, przez jakie pułapki musieliśmy się przedrzeć.

Refleksja I  Zygmunt Bauman.

Jedna z "najwybitniejszych postaci postmodernizmu". I jego wstydliwa część życiorysu. To dla niego twardy orzech do zgryzienia.

Jego legenda: Głupota roboty papierkowej, przypadkowość oraz „bezwartościowość” służby komunistom nie wytrzymuje krytyki nawet na podstawie tej krótkiej, encyklopedycznej treści.
Obejmując w wielkim skrócie jego drogę życiową, można by powiedzieć, że od studenta z naganem doszedł do zaszczytu generalissimusa polskiej kultury i tę godność odebrał opowiadając anegdoty z wysokości kongresowej mównicy w najlepszym oskarowo-amerykańskim a jednocześnie postmodernistycznym stylu.

Ten człowiek, pasowany na czołową postać polskiej elity intelektualnej, fetowany na Kongresie Kultury Polskiej, zachowuje się jak chłopiec, złapany na gorącym uczynku. Nie pamięta. Lekceważy. Banalizuje. 

Przyparty do muru, mówi o Żołnierzach Wyklętych, których zwalczał z bronią w ręku, jak o  terrorystach.
Z uwagi na jego aspiracje, całkowicie to go kompromituje. Można się zadumać nad kondycją polskiej kultury, jeśli najwybitniejszy jej przedstawiciel– to były zupak, chodzący na wykłady z naganem w kieszeni, do dzisiaj mający problem ze swoją przeszłością.

Ale jako  oficer polityczny i członek dowództwa oddziału zwalczającego podziemie niepodległościowe, trzeba przyznać, to niezwykle uzdolniony, inteligentny, groźny przeciwnik. Przełożeni docenili jego walory i skierowali go już w czasie służby na studia. Kierunek został wybrany zgodnie z jej wymogami.

Błyskotliwa kariera (major w wieku 28 lat) została przerwana nie wskutek nieprawomyślności ideologicznej i utraty wiary w ideały komunizmu, lecz w wyniku utraty zaufania przełożonych. 

Kontakty rodziny ze światem zachodu, zwłaszcza z Izraelem, sojusznikiem Stanów Zjednoczonych wykluczały w latach stalinowskich pracę w tak drażliwych strukturach, jak walka z polskością.

Z takimi przeciwnikami musieli walczyć nie tylko Żołnierze Wyklęci ale każdy Polak, któremu były drogie Bóg, Honor i Ojczyzna. Bezwzględni i przekonani o swojej ponadnarodowej misji, kształceni na najlepszych uczelniach, uprzywilejowani.

Refleksja II Wikipedia

Takie wnioski można wyciągnąć czytając uważnie tekst angielskiej Wikipedii. Przekaz nieco drewniany, mamy chwilami wrażenie, że autor nie bardzo wie, o czym mówi. Te historie z zamierzchłej przeszłości, to poplątanie losów tych dziwnych, zaciekłych Polaków…

Ale stara się zebrać dostępne informacje. I to mu się chyba udaje.
Standardy go ratują. Te standardy są zresztą explicite podane w części dyskusyjnej hasła. Wiadomo, jakie kryteria będą decydowały o zdyskwalifikowaniu fragmentów tekstu: Przede wszystkim brak źródeł dla podawanych faktów. Chroni to redagujących Wikipedię przed bezpłodnymi dyskusjami, czy dany fragment umieścić na końcu, czy jest za dużo na temat nieistotnego fragmentu życiorysu itp.  

Standardy, wpływające na intelektualną formację ludzi zajmujących się angielską Wikipedią mają udział w tym, że to wersja bardziej wiarygodna.

To moja, subiektywna ocena postaci na podstawie krótkiego tekstu. Plus trochę wiedzy, znajomości realiów życia i doświadczenia. Czyli – po prostu - czytanie ze zrozumieniem.

Fakt - Bez Polskiej Wiki życie byłoby trudniejsze a odpowiedzi na szybkie pytania – trudniejsze. Ale ta konfrontacja dwóch wersji pierwszego z brzegu, nieco tylko kontrowersyjnego hasła– sądząc nie po intencjach, ale po wyniku, jest miażdżąca.

Czy fakt, że najczcigodniejszym przedstawicielem polskiej kultury na Kongresie we Wrocławiu był właśnie Zygmunt Bauman ma jakiś związek z faktem, że między polską a angielską wersją Wikipedii jest taka „maleńka różnica”?

Epilog

I tu aż się prosi zapytać, na cholerę Polakom taka porządna wersja Wikipedii?
Po co nam lustracja, po co oddzielanie ziaren od plew? Po co nam prawdziwe, niekłamane postaci z jednej bryły, które nigdy nie uległy a mimo zapowiedzi Marszałka Piłsudskiego, nie zwyciężyły?

Po co nam sprawiedliwość, prawda o historii, o przyczynach Katastrofy Smoleńskiej?

Po co nam polskość, patriotyzm? 
To dobre dla Anglików, Niemców, Francuzów. No i Rosjan.
Ale nie dla „mniej wartościowego narodu tubylczego”.

Tak? 

Oj, coś się komuś roi. I chyba bardzo się pomyli.

Tylko - Polacy! Na miłość Boską, trzymajcie standardy, pracujcie solidnie, z roztropnością i męstwem.
Bo wasze niechlujstwo, zbytnia, służalcza ostrożność, zapatrzenie na obce, zachodnie wzory  a naśladowanie ..całkiem innych, z innego kierunku, zostanie kiedyś obnażone.

A zwycięstwo będzie tych, co nie ulegli!

PS:
Zajrzałem do wiki dzisiaj, (26 czerwca 2013), po półtora roku od ogłoszenia tego wpisu na Fondzie. Notka o Baumanie niemal nietknięta!

Większość wstydliwych informacji przemilczano, lub podano je w "łagodnej" encyklopedycznej - a la "Diderot - propagandysta postępu" formie.

Lizusowskie zdjęcie z benefisu - zastąpiono normalnym zdjęciem nieszkodliwego staruszka, któremu nagan zardzewiał i nie ma co staremu esesmanowi (ups - enkawudziście) wypominać błędów młodości.

A więc: Polacy zasługują na więcej?!
A Polacy - encyklopedyści = potrafią więcej?

Optymizm!
Mimo, że sytuacja jest dokładnie taka, jak w tekście Aleksandra Ściosa "Państwo Baumana"

piątek, 21 czerwca 2013

Sąsiedzi według Krisa


                                      Czyli Dzieci Goebbelsa
Film "Nasze matki, nasi ojcowie."
Oprócz filmu są i niemieckie komentarze, coraz bardziej butne.

Cierpienia Młodego Wertera na wojnie na Wschodzie. 
Cierpienia nadludzi. Ziiiiimno na tym Wschodzie. Nie wzięli szalików. 
Co do mnie, to niech tam sobie rozważają. Może coś to da, kto wie?

O co ta wojna? Z kim?
Na tle pod-ludzi - Polaczków i Ukraińców. I nie-ludzi, czyli Żydów. 
Chociaż - z Żydami - to jest jednak trochę inaczej. Z Żydami - dzisiaj żartów nie ma. 

Był tam jeden Żyd, uważający się za Niemca. Pokazali "pełnokrwistą", "pogłębioną" postać. Nie jakieś bełkocące łamaną polszczyzną kreatury budzące odrazę, czy prawie niemych Ukraińców latających z pałami.
Chciał nawet spełniać patriotyczny obowiązek. Czy może jego ojciec? Nie patrzyłem tak dokładnie. 
Wychodzi na to, że ten Żyd - to był  niesprawiedliwie wykluczony ubermensch.

No to gdyby Hitler wziął  Żydów na pokład? Może by niektórzy z nich też wystawiali transparenty na granicy "Willkomen in Polen!" ?

A gdyby tak zauważył, że oprócz Ukraińców, Rosjanie też chcą się wybić na niepodległość i nienawidzą bolszewizmu bardziej, niż on?
Zawojował by świat?  I mielibyśmy wtedy do czynienia nie z - Wielką Apokalipsą, tylko z Apokalipsą Ostateczną?
 Brrr.  Nie kombinujmy i nie poprawiajmy Pana Boga. Pan Bóg dopuszcza zło, ale miarkuje je. Wbrew pozorom. Bo jednak w końcu sczezł ten pomiot szatana. Ale czy na zawsze?

Nie kombinujmy, co by było, gdyby?!
W Polsce niektórzy mądrale już w tym duchu kombinują. Bo akurat nam to proponował!


 A myśmy odmówili i co z tego teraz mamy?

 Jeden mądrala (oczywiście prawicowy, o lewicowym bym się nawet nie zająknął) nawet napisał o tej odmowie: 


"Potwornie błędna decyzja" 

i

 "Deficyt politycznego myślenia".

No to teraz mamy.  Polityczne myślenie? Czy potwornie błędne decyzje?

Gdyby ten film, to była fabularyzowana relacja świadków, niechby nawet najbardziej zakłamanych "nad-ludzi"...

Niestety - to tylko fabularyzowane zakłamane stereotypy antypolskie, które zostały dla niepoznaki rozwodnione przez łzawe historie o cierpieniu nad-ludzi. Którzy chcieli być przyzwoici, ale im furer nie pozwalał.
Pamiętacie Rykowa z Pana Tadeusza? Ale ten przynajmniej Polaków lubił. I miał czyste, rosyjskie sumienie.

Dyskusja w studiu

"Oburzony" Kraśko, przypierający Niemca - "historyka" do muru.  Jakiś nieostrzelany, przestraszony, młody funkcjonariusz „niemieckiej polityki historycznej” wije się, poci, jak piskorz, łypie oczkami na prawo i lewo. Wykręca się, jak uczniak złapany na kłamstwie.

Trzeba rutyny!
Kłamstwo wymaga rutyny. A nowe pokolenie jeszcze nieostrzelane, jeszcze wierzy, że warto być przyzwoitym.

Koło ratunkowe, najczystszą niemczyzną, rzuca mu zresztą profesor Szymon Weiss.
Machte ich nicht diesen Film – „zacytował”, co tamten przyjął z widoczną wdzięcznością.
Funkcjonariusz ośmiela się wreszcie:
"długo by dyskutować. A Jedwabne? A Kielce?" - rzucił przykładami.
Historyk, historyk niemiecki (HN), czy funkcjonariusz polityki historycznej (FPH)?
Pozostawiam widzom, do której kategorii gościa przypisać.

Ja będę używał umownego określenia Historyk Niemiecki (HN)

HN użył dokładnie dwóch słów, jak liczmanów w rozgrywce. Jedwabne. Kielce.

Pamiętajmy o dewizie Goebbelsa:

"Historia toczy się na ulicy".

Trzeba używać argumentów, jak cepy. Ulica (a właściwie - teraz - światowa publika telewizyjna) - musi zapamiętać! I zapamięta: Kłamstwo ich matek i ich ojców - o ich wrogach z Ak - antysemickiej, przyrównywanej do formacji SS!

Czy HN, zna historię dwudziestowiecznej Polski z antypolskich bryków,
czy z instrukcji dla funkcjonariuszy polityki historycznej (FPH)  demokratycznych, potężnych i ambitnych Niemiec, "państwa poważnego"? A może to to samo?

Czy każde, najbardziej bezczelne kłamstwo o Polakach jest teraz usprawiedliwione przez dwa magiczne słowa - Kielce, Jedwabne

Co robić?!
Nie prowadzimy polityki historycznej. A „na ulicy” latają liczmany historyczne, jak cepy!

Liczman 1: "Kielce"
Skoro za dobrego wujka Joe "udowodniono" jeszcze w 46-tym, akurat przed referendum "zagłosuj jakkolwiek, ale trzy razy, my resztę załatwimy". Bo wypadł akurat przypadkowo „pogrom kielecki”.
Polscy historycy nie znaleźli żadnych dokumentów towarzysza Stalina. A czy ktoś zna książkę „Umarły cmentarz”, Krzysztofa Kąkolewskiego?
Ktoś się do niej odniósł??? Czy ktoś jeszcze pamięta tego pisarza, który żmudnie zrekonstruował wydarzenia?
Udowodniono wówczas całemu światu, że Polacy nie zasługują na swój rząd, bo jeszcze dobiją resztki Żydów w Polsce
Akcja przykrywkowa, dzisiejszy elementarz propagandowy, czy niezbity fakt historyczny, przytaczany, jak na zamówienie przez historyków, "historyków" i funkcjonariuszy?
Bo HN w 13-tym roku nowego stulecia coś dobrze o tym pamięta. Wie, że to jest ARGUMENT.

Liczman 2:"Marzec"
Skoro Polacy urządzali czystki antysemickie w 68-mym? (prof.Szymon Weiss)

Liczman 3:"Antysemicka AK"
Skoro sam redaktor Michnik dawno udowodnił, że AK mordowała Żydów w Powstaniu Warszawskim?

Liczman 4:"Jedwabne"
Skoro sam, sławny na cały świat profesor Gross napisał o, też sławnej na cały świat,stodole, sąsiadach, o złotych żniwach, o chciwych, nienawistnych Polakach - antysemitach

Liczman 5:"Polskie obozy śmierci"
Skoro sam prezydent Obama przecież powiedział o polskich obozach śmierci?

I coś nowego, chyba pierwszy raz się pojawiło w publicznej dyskusji. A może ktoś już się zetknął?
Liczman? :"Żydzi nas nie lubią"

Skoro Żydzi nie chcą dzisiaj przyjeżdżać do Polski ? (prof.Szymon Weiss)
Czy czcigodny profesor nawiązał do klasycznej już (chociaż miała być prześmiewcza), definicji antysemity?

Antysemita: ktoś, kogo Żydzi nie lubią.

Bądźmy sprawiedliwi: Weiss bronił nas po swojemu, „kontrowersyjnie”, ale nie przekraczał granic absurdu.

Sam mogę podać przykład pewnego pół-Polaka, pół - Rosyjskiego Żyda, wychowanego w sowieckiej Rosji i w jej kulturze, mieszkającego w Izraelu. Który najpierw się ochrzcił po katolicku w Częstochowie, na fali zrywu Solidarności.
A nieco później wyznał mi, że w Izraelu nie przyznaje się do polskich korzeni. Taki tam panuje antypolonizm, że on „się wstydzi”.
Wyciągamy chyba jednak z panem ambasadorem odmienne wnioski z tej sytuacji.

A HN? 
Właściwie nie popisał się. Tylko dwa liczmany, z listy pięciu „żelaznych”.

 Co dalej, sąsiedzi?

Hitler (…) naprawiał – według (Niemców KR) – krzywdę wyrządzoną im w Wersalu (1918 r.), gdy ustalano porządek europejski po Wielkiej Wojnie. (…) swą władzę zdobył legalnie. Nie było żadnej rewolucji, zamachu stanu. Trzecią Rzeszę urodziła niemiecka demokracja. (…) zbrodniczy fenomen państwa niemieckiego, które istniało zaledwie 12 lat, przeszło do historii pod nazwą Trzeciej Rzeszy, a zostawiło po sobie wymordowany i zrujnowany kontynent.
Źródło: Pomocnik Historyczny "Trzecia Rzesza 1933-1945"  autorzy: dziennikarze tygodnika POLITYKA oraz naukowcy.

Czy wobec tej nowej wojny ideologicznej Polacy znów będą mówić Broniewskim?

Są w ojczyźnie rachunki krzywd …

Nie te czasy. Zdaję sobie z tego sprawę, Redaktor Jan Bogatko, korespondent Radia Wnet w Niemczech:

Nie można doprowadzić do tego, by świat nt. polskiej historii wiedział tak mało. (A nawet, żeby takie bzdury "wiedzieli" historycy niemieccy - HN. Przyp.KR)
W normalnym państwie byłoby to niemożliwe, zaś polskie władze powinny wezwać do siebie niemieckiego ambasadora. Wyjaśnić tę sprawę. Jednak jak widać Polacy albo nie mają wyobraźni albo nie chcą jej mieć.
(...)
 niemieckie media zastanawiają się jaka była i czy w ogóle istniała jakakolwiek różnica pomiędzy SS a AK. 

Do czego zmierzają nasi sąsiedzi?
Czyżby naród niemiecki miałby być niepoprawny? Recydywa?

PS
Tak sobie teraz myślę, po miesiącach, nad tą "historyczną" wpadką Macieja Stuhra. Z tą Cedynią. Jako pokłosiem Pokłosia. 
Najpierw było Pokłosie. Potem Cedynia. Teraz Matki i Ojcowie esesmani. 
Ups. Dobrzy, niemieccy żołnierze, i ich - dziewczyny, siostry miłosierdzia. Co ratowali Żydów, chociaż zapomnieli szalików na kampanię na wschodzie.
=================================== 
Czy on, ten Stuhr - junior jest faktycznie takim ignorantem?
 ===================================
 A może po prostu wie, gdzie rosną konfitury? Może taka kompromitacja, o której nikt już nie pamięta, była opłacalna?

Teraz więc, panie Macieju, ty cudowne, nieco wyrośnięte, dziecko polskiego teatru, mówię do Pana !

Jaką rolę grał Pan w tej niemieckiej, "historycznej" tragifarsie?
Głupca, czy nikczemnika?

Głupiec może zmądrzeć. Nikczemnik może się nawrócić.
Ale kiedyś trzeba zacząć!

Kiedy Pan zacznie?
Z tego punktu są tylko dwie drogi:
W górę lub w dół.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Intercity, relacja Wrocław - Warszawa, Dzień, gdy zalało Trasę Toruńską w okolicach Kaskady. Tory pod Katowicami były suche.

Motto:
Pasażer pierwszy:
Konduktorze łaskawy, zawieź nas do Warszawy.
Konduktor:
Zawiozę, ale proszę pokazać ten bilet kupiony w Internecie i widoczny na ekranie smartfona. O tutaj, tylko spojrzę...
Piii, pii, (czerwone światełko laseru(?))
Dziękuję uprzejmie.
Pasażer drugi:
(Podaje kartkę papieru z takim samym biletem).
Nie wiedziałem, że nie muszę nawet drukować...
Ale też nie stałem w kolejce.
Konduktor:
O tak! Nawet ze smartfona lepiej wchodzi.
Piii, pii
O, świetnie, weszło! 
Dziekuję uprzejmie. Szczęśliwej podróży.
(Ludowe)

Popijam sobie piwo w przedziale I klasy, miło pogadując z pewnym „słoikiem”. To określenie nie moje, tylko jego, co od razu na wstępie zdradza u towarzysza podróży bliską sercu autoironię i inteligencję. 

Podróż jest długa, ale bywało gorzej. Wprawdzie trwa ponad sześć godzin, co daje niezbyt imponującą średnią prędkość - osiemdziesiąt kilometrów na godzinę, ale są i plusy. Miłe towarzystwo (bonus!), przedział z gniazdkami prądowymi 220V ( nie korzystam, próbuję czytać, ale świadomość, że mogę doładować komórkę daje poczucie bezpieczeństwa), regulowana, co do stopnia, klimatyzacja no i ... obsługa hostess oferujących łagodne używki, na których wdzięki (hostess - nie używek) obaj jesteśmy wrażliwi.

Każdy to wyraża na swój sposób. Ja przyjmuję ofertę na wafelek i kawę, chociaż właściwie zostało mi jeszcze kilka łyków piwa w otwartej puszce i mógłbym sobie darować.

To się nazywa profesjonalna perswazja przy pomocy naturalnych atutów. Ale o tym dowiem się dopiero w Warszawie z komentarza do mojej opowieści autorstwa rodzinnego kierowcy w spódnicy.

Na razie do przedziału zagląda barczysty funkcjonariusz  SOK w pomarańczowej kamizelce. 
SOK – Służba Ochrony Kolei - kopę lat! 
Ostatni raz, w latach siedemdziesiątych XX wieku, kojarzyłem ich z granatowymi, sukiennymi mundurami, koalicyjkami, raportówkami na notes oraz pistoletami Walter w kaburze, na niemieckiej licencji z polskiej fabryki „Łucznik”, znanej bardziej z produkcji maszyn do szycia.

SOK kojarzył mi się bardziej z granatową policją niż z milicją. Nigdy jednak nie miałem bezpośredniego kontaktu.
Pomarańczowy Sokista:
- Pan schowa to piwo… może pan mieć nieprzyjemności. W pociągu obowiązuje zakaz picia piwa poza wagonem restauracyjnym. – tłumaczy przyjaźnie i prawie przepraszająco. Jest jednym z funkcjonariuszy korytarzowego patrolu, uzbrojonego w pałki, z kajdankami za pasem.

- Matko! To już mamy taki faszyzm?


Wypowiadam tę kwestię, zupełnie naturalnie, tonem głosu i mową ciała okazując, jak mu współczuję a sam się obawiam. Tak, jakby on mnie przestrzegał przed jakąś bandą faszystów grasującą w okolicy.

On podejmuje mój ton i dodaje.
           -No… ja tego nie wymyśliłem. Pan wie, że gdyby pan je rozlał i sobie wysiadł, to  j a  mógłbym  
             mieć nieprzyjemności. Miałem już taki wypadek. Życzę szczęśliwej podróży.

Zostajemy znów sami i zgadzamy się obaj, że „to dobrze, że patrolują”. 
Pewnie, że dobrze. Raz mnie już okradli i odtąd nie czuję się całkowicie bezpiecznie w pociągu, zwłaszcza, gdy jadę sam. Boję się zasnąć.

Na stronie zaś, snuję refleksję, jakie błogosławione trudności ma efektywne wdrożenie porządnego faszyzmu w Polsce.

Ach ci polscy funkcjonariusze! 
Niektórzy, niektórzy. Nie mówię o zdeklarowanych nosorożcach na służbie. Ja mam szczęście i rzadko takich spotykam. Mówię o całej reszcie. Ich polskość emanuje z każdego zdania, wypowiadanego w majestacie swojej pieskiej służby
Poruszają się w śmierdzącym kisielu zwanym w polskiej konstytucji demokratycznym państwem prawnym. Ale nie urządzają żadnych włoskich strajków, wynalezionych przez i dla funkcjonariuszy na służbie. We Włoszech skromnie zwanych (przez autorów), strajkiem białym. Polegających na dosłownym wykonywaniu wszystkich przepisów. Natychmiast paraliżującym działanie państwa w miejscu strajkowej akcji.

Polak w mundurze nie jest służbistą. Wyraża resztki słabnącego coraz bardziej ducha rozsądku. Wykonuje rozkazy, jakby szukał sprawiedliwości i racji w najbardziej absurdalnym przepisie. I skwapliwie zgadzając się na zastosowanie amnestii od jego litery w odpowiednich wypadkach. Nierzadko stawia bierny opór, gdy te rozkazy są wyjątkowo wredne i głupie.
Taki strajk polski.

 Wprawdzie energii zużytej na bierny opór może zabraknąć na coś pożytecznego (na przykład na łapanie bandytów) , ale przynajmniej starszy pan, pasażer ekskluzywnego pociągu Intercity nie jest zbyt często rzucany na podłogę i skuwany kajdankami za picie piwa w przedziale I klasy.

środa, 5 czerwca 2013

Wiersz, już nie jedyny, ale mnie się podoba. Zdaje się, że tylko mnie. Trudno.

Rozmawiałem ze swoim dobrym znajomym. Nie nazywam go przyjacielem, bo sobie tego nie życzy. To za dużo. Rezerwuje to sobie na coś wyjątkowego. Trudno.
Złożył mi życzenia z okazji "prawdziwego święta narodowego". 4 czerwca.
Nie będę mówił którego 4-tego czerwca. Jeśli "święto", to wiadomo, którego.
On się cieszy. Dobre i to. Znam takich, co się martwią. Nie z powodu straconych szans później, tylko z powodu radości wówczas i straconych dobrych, starych czasów.
JA o tych czasach myślę Herbertem. Może nie miałem takiego smaku, jak Wieszcz, ale też chwilami smak mi coś podpowiadał.
Rozumiem ten wiersz, bez analiz literackich. Bezpośrednio. Całym sobą.
To wiersz genialny i wieczny? Aaaa, do tego pewnie będą potrzebne jakieś analizy. Za stolat. 
Napisany, kiedy wydawało się, że te czasy przeminą, jak smrodliwy, trujący tuman i będzie go można traktować, jak szum północnego, polskiego wiatru w szczelinach ruin twierdz Jury Krakowsko - Częstochowskiej.
Herbert stał się cichym, pokornym poetą nad-epokowym. 
Zgodnie z obietnicą, ze "cisi posiądą ziemię".

Ale co my z tego mamy?

Ano mamy świadomość życia prawdziwego w czasie takim, jak inne z naszej historii.
Nie mamy czego zazdrościć przodkom.
Mamy szansę zrobić coś, żeby nasi potomkowie nam zazdrościli...

Bo jednocześnie dzisiaj czasy są inne, niż wówczas. Jedyne w swoim rodzaju.
Zanim znajdzie się nowy Herbert i to opisze, ja napisałem medytację o Smaku pana Cogito.

Najpierw Mistrz:
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jak
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

No właśnie. Znów będziemy narzekać, że On miał łatwiej? 
Nie. My mamy inne wyzwania.
Dzisiaj lepiej kuszą. A my mamy to wiedzieć. Nie żyć złudzeniami. Ciągle pamiętać, że pan Cogito nie lubi życia na niby. Coraz trudniej to zobaczyć, bo prosty smak może nie wystarczyć.
To teraz, z całą nieśmiałością na jaką mnie stać. I z całym oburzającym tupetem, którego nie mogę się wyzbyć, .... ja.

Pan Cogito musi uzupełnić smak o coś innego...

Janczarzy dyskretniej i powściągliwiej dozorują.

Dziewczyny mają kremy do rąk i face - lifting.
Chłopcy chodzą na siłownię.
Albo do pubu. 
Piwo tej marki wiesz...
Cool!

Nie krzyczą, tylko 
się uśmiechają z pewną, 
ledwie wyczuwalną wyższością
drapiąc się dyskretnie w miejsce, 
gdzie kiedyś było sumienie.

Kłamstwo nazywa się jakoś bardziej wytwornie: 
"Odpowiedzialny stosunek 
do oświadczenia osoby godnej zaufania".

Prawda nosi czapkę 
niestosowności, wygląda, 
jak naburmuszona, brzydka 
panna bez posagu

Racjonalność polega na 
niezadawaniu głupich pytań,
Mądrość.... a ... to sprawa etapu,
którego dzisiaj mamy?

Pomniki są niewskazane, to
wyraz zbyt dobrego samopoczucia i
marnotrawienia lokalizacji na już 
gotowe projekty apartamentowców

Kwiaty zaśmiecają ulice,
Znicze je zadymiają
dymem dusznym od treści
które nikomu nie służą

Żałoba i żałobna twórczość 
to strata cennego czasu,
który jak wiadomo jest pieniądzem
Nie mówiąc o tym, że na pewno nie wyraża uczuć
tylko jest żerowaniem na mroku

Zupełnie niezrozumiała jest ta zapiekłość
Bądźmy pogodni i otwarci,
Zobacz, jak żyją Anglicy, Niemcy, Francuzi
Bądź, jak oni, jak gwiazda,
a propos, może masz talent?
Spróbuj!
Tylko nie nudź...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Felietonik na Dzień Dziecka

Dziadek z Babcią wzięli dwóch wnuków (Zyzio - lat sześć i Franio - lat cztery) na wycieczkę. Przypadkowo było to w Dniu Dziecka, ale lojalnie chcieli ten dzień jakoś uczcić.
Pomysł był prosty i niezbyt oryginalny.

- Może trochę słodyczy? - zastanawia się Babcia - ale czy Mama nie będzie miała nic przeciwko temu? 
- Ja nie mam żadnej kary, mogą być żelki - zgodził się szybko Zyzio.
- Mnie chodziło o co innego. O to, czy Mama nie będzie niezadowolona z objadania się słodyczami przez synalków. Co do kary, to gdybyś nawet jakąś miał, to dzisiaj, z okazji Dnia Dziecka, takie kary się zawiesza.
- Mama na pewno pozwoli - wspomógł brata Franio.
- No to załatwione - rozstrzygnęła sprawę Babcia - skręcimy po drodze do sklepu.

Dziadkowi jednak nie dawała spokoju wzmianka Zyzia o karze.

- Zyziu, a co ty tak o tej karze? Coś ostatnio przeskrobałeś?
- On mnie bił po głowie. A ja mu nic nie złobiłem. I dostał kałę - "szlaban na słodycze". Ale już się skończyła. - wyręczył brata rezolutny Franio.
- Jak to? Bił cię po głowie? Bez powodu?! Niemożliwe. Nikt tak nie robi! Musiał mieć jakiś powód! Franiu, nie kręć i powiedz, coś ty mu zrobił?

Dziadek był poważnie zbulwersowany a jednocześnie zachwycony, że wykrył rodzinną aferę w rodzinie Zyzia i Frania.

- Nie, napławdę, ja nic nie złobiłem.
- Ja naprawdę go biłem bez powodu po głowie - przyznał z powagą Zyzio.

Dziadek zaniemówił i zgorszony inklinacjami ukochanego wnuka tak się zdenerwował, że zwolnił do prędkości zgodnej z absurdalnymi przepisami - 50 na godzinę na dwupasmowym, gładkim, jak stół, odcinku  drogi. Babcia spojrzała na niego pytająco?

- Źle się poczułeś?

Stary pirat, wyznający jednak zasady fair - play, zamiast odpowiedzi nieco przyśpieszył, żeby nie robić zatoru i podjął zawieszone na dłuższą chwilę dochodzenie.

- Zyziu, ale dlaczego biłeś brata po głowie? Bez powodu? Mocno?
- Tak! Bił mnie mocno! - wtrącił się nieubłagany, nieustraszony, pokrzywdzony brat.
- Nieprawda! - odciął się Zyzio.- Nie mogłem go bić mocno, bo biłem go misiem. Nie da się bić mocno misiem.

Tylko wieloletnia rutyna uratowała wielopokoleniową rodzinę przed wypadkiem spowodowanym nagłym atakiem śmiechu.

Pointa: Nie należy urządzać przesłuchań śledczych podczas jazdy z prędkością nielegalną. Nawet z intencją niestwarzania zatorów i  jednocześnie wyjaśnienia rodzinnych afer.