Gatunki literackie

Felieton (30) Esej (20) Próby literackie (20) Publicystyka (16) Notka (9) Mądrości życiowe (7) Reportaż (6) Mój jedyny wiersz (3)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Publicystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Publicystyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lipca 2013

Kłótnia o 4-rech śpiących. Sześć podręcznikowych błędów rozumowania

Wstęp

Sędzia Ewa Grabowska z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi Północ, po zweryfikowaniu czynu dwóch mieszkańców 

(którzy ... 17 września 2011 roku oblali czerwoną farbą i umieścili napisy „czerwona zaraza” na warszawskich pomnikach (tak o nich dotychczas mówiono), czyli „Braterstwa Broni” (nazywany „Czterema Śpiącymi) na pl. Wileńskim oraz „Wdzięczności Armii Radzieckiej” w Parku Skaryszewskim), 

orzekła, że umorzyła postępowanie, ponieważ …
„Oba obiekty wzbudzają wiele kontrowersji i emocji zarówno wśród historyków jak i mieszkańców Warszawy. Dla jednych są symbolem komunizmu, dla innych zakłamanym świadectwem w historii dziejów Polski, kiedy to armia sowiecka nie udzieliła pomocy Powstaniu Warszawskiemu”
Sędzia Grabowska – jak pisze portal tvp.info – kategorycznie stwierdziła, że oba „pomniki” powinny zostać rozebrane.

Opis zdarzenia za portalem Niezależna.pl

Zamieściłem linka do tego opisu na facebooku i tam wyrok został skrytykowany przez pewną polemistkę.
Jej argumentacja jest charakterystyczna i spotykana w dyskusjach na forach a nawet w "poważnych" publikacjach.
Dlatego ogłaszam jej analizę.

Fragment 1
(…) sędziowie wg własnych preferencji decydują o tym co jest a co nie jest pomnikiem i komu szacunek się należy a komu nie.
Jutro ktoś obleje farbą pomnik Mickiewicza, papieża, byłej pary prezydenckiej czy któregoś z żołnierzy wyklętych i inny sędzia też może uznać, że to nie pomnik, bo kontrowersyjny i zdania na jego temat są podzielone... a w ogóle to należy go usunąć...)
(…) burzenie wszystkiego co pozostało po poprzednim systemie w imię stereotypowego myślenia uważam za pozbawione sensu. 

Błąd 1. Stawianie zarzutu gołosłownego

A jednocześnie tajemnicze splątanie prawdy i fałszu.
Dyskutant odwołuje się do stereotypu „nieusuwalnej nieokreśloności sytuacji”. Czysty postmodernizm, czyli negowanie pojęcia prawdy i rozstrzygalności.
Rozsądny, oparty na przepisach prawa i na starannej analizie kontekstu społecznego wyrok kwituje się pozbawionym uzasadnienia stwierdzeniem „sędziowie wg własnych preferencji decydują…”.

Wszystko jest względne, nic nie jest pewne. Każdą rzecz można rozstrzygać „na obie strony”. 
Najgorsze jest to, że w tym coś jest.
Padają rzeczywiście, wbrew oczywistości, niesprawiedliwe, bezczelnie absurdalne wyroki. Przestępcy wychodzą na wolność z braku dowodów, niewinni siedzą miesiącami bez wyraźnych powodów, wręcz jako zakładnicy zagrożonej władzy. Bez żadnych powodów, poza „preferencjami” sędziów.

Ale tak nie powinno być. I to właśnie miałem na myśli, gdy pisałem:

Sąd na Pradze wydał "normalny" wyrok!Zanim jakiś Sędzia Apelacyjny zrobi z tym porządek, cieszmy się chwilą normalności.

Ironią losu jest, że porządnie opracowane, merytoryczne uzasadnienie – spotyka się z takim zarzutem!
Czy "preferencje sędziów" są złe, czy zdroworozsądkowe, oparte na prawie i poczuciu sprawiedliwości wyrokowanie?

Błąd 2.  Porównywanie nieporównywalnego
czyli pozornie podobnych obiektów, co pozwala na szantażowanie ponurą wizją.
Kiedy rozstrzyga się los jakiegoś rzeźbiarskiego, socrealistycznego gniota ilustrującego zakłamaną, abstrakcyjną ideę „dobrego, szarego, radzieckiego żołnierza”, straszy się widmem powszechnej destrukcji tradycji, dobra i ładu. 
                            Będą burzyć Pałac Kultury! Wezmą się za Mickiewicza i muzea!

A więc nic nie można zburzyć? Każda szmira i każdy fałsz, raz postawiony musi już tkwić w krajobrazie po wsze czasy???

Fragment 2
(…) nie widzę powodu, żeby w ten sposób traktować pomnik upamiętniający ludzi ginących za moją ojczyznę.
Ci ludzie dzielnie walczyli o moje rodzinne strony i pozostawili tam po sobie (wbrew ogólnopolskim stereotypom) dobre wspomnienia i prości mieszkańcy od lat (nie z przymusu a z szacunku) dbają o zbiorowa mogiłę tych co tam zostali. Świat nie jest czarno-biały, nie każdy Polak jest pijakiem i złodziejem i nie każdy żołnierz radziecki był potworem, gwałcicielem i enkawudzistą.

Błąd 3. Przypisywanie nieprawdziwych motywacji.
Ci ludzie nie ginęli za „moją” ojczyznę. Oni ginęli w wojnie, którą rozpętał jeden Antychryst do spółki z drugim. Najpierw zrobili spółkę. Na końcu było -  kto - kogo. Brało udział w tej wojnie wielu szarych ludzi, niewolników. Wielu „dobrych”. Niektórzy z nich może nawet oddali życie za inne życie. Nie można wykluczyć, że były i takie przypadki. I jeśli ktoś je zna, ma pełne prawo je upamiętnić. 

Bo tylko fakty heroicznego czynu dla ocalenia dobra są godne upamiętniania a nie – abstrakcyjne i mętne idee.
Ten pomnik był postawiony na fałszu „braterstwa broni”. Braterstwa Polaków, którzy nie mieli innej drogi, żeby się wyrwać z piekła nieludzkiej ziemi - z rabami, poganianymi przez enkawudzistów. Jedni niewiele z tego rozumieli i chcieli przeżyć i uczynić najmniej zła. Ale wielu było po prostu wiernymi janczarami systemu, dla którego Polska i Polacy były pionkiem w grze.
Takiemu fałszowi był poświęcony pomnik i nigdy nie cieszył się szacunkiem przeważającej części mieszkańców Warszawy. 

Nierozsądny wyrok?

Fragment 3
(…) nie rozumiem co ma wspólnego miejsce w którym stoi pomnik i decyzje władz radzieckich o nieudzieleniu pomocy powstańcom z pomnikiem upamiętniającym wspólną walkę polskich i rosyjskich żołnierzy?
Walkę, która jest przecież faktem i która pochłonęła wiele ofiar.

Błąd 4. Nieprawdziwe milczące założenie
Pomińmy niemal cyniczne a w każdym razie zbyt lekkie traktowanie problemu sąsiedztwa. „Co za różnica”?
Może argument, że „pomnik” cierpiący na chorobę słoniowacizny paraliżuje ruchliwe skrzyżowanie, będzie bardziej przekonywający?
Istotne jest nieprawdziwe milczące założenie, że jakiekolwiek upamiętnienie, jakiejkolwiek wspólnej walki jest poza dyskusją i przeciwstawianie się temu jest niesłuszne.

Według tej logiki, należy stawiać pomniki braterstwa żołnierzom sojuszniczych armii Niemców - Łotyszy, Litwinów, Ukraińców, Węgrów, Bułgarów, Chorwatów itp. Wszyscy oni walczyli przecież o wyzwolenie "swojego kraju". 
Dziesięciu Czuwającym. A może taki pomnik byłby właściwszy?
A jednak takie pomniki budzą nasz sprzeciw. I chyba rzadko są stawiane.

Fragment 4.
Możemy oczywiście nadgorliwie wszystko uznać za symbole komunizmu – tak jak kiedyś nadgorliwie wszystkich żołnierzy AK i partyzantów chciano uznać za bandytów. Tylko będzie to tak samo dalekie od prawdy historycznej.

To jest jeden z najbardziej bulwersujących fragmentów, zdradzający pomieszanie pojęć i brak podstawowej dyscypliny intelektualnej. Ale dość charakterystyczny w debacie, więc należy go wypunktować. Notabene takim rodzajem błędu w rozumowaniu, nie wiem, czy celowo, posługują się Ukraińcy w dyskusji o Zbrodni Wołyńskiej.

Błąd 5. Fałszywa symetria.

Usuwanie sowieckich pomników – to nadgorliwość. 
Już to jest stwierdzenie oczywiście niesłuszne i sędzia Ewa Grabowska, po wnikliwej, zdroworozsądkowej analizie, to wykazała. Próby dyskusji z jej argumentami nie było.

Ale sformułowanie, że kiedyś "nadgorliwie" wszystkich żołnierzy AK i partyzantów chciano uznać za bandytów  zapiera dech w piersiach.
Czy to brak wiedzy historycznej, jakie były mechanizmy zbrodni na elitach narodu w powojennej Polsce?

Oczernianie wszystkich żołnierzy AK i partyzantów posądzaniem o bandytyzm - to kontynuowanie metody niemieckiej z czasów wojny.  Nikczemna walka propagandowa komunistycznej hołoty z patriotami – bohaterami, w celu zdobycia rzędu dusz.
A nie żadna  nadgorliwość!

To pomieszanie z poplątaniem. Niedostrzeganie kolosalnej dysproporcji zła.
Jakiś jednostkowy, nieunikniony, w każdej większej społeczności, przypadek bandytyzmu, zresztą przeważnie ukarany przez przełożonych, urasta do gigantycznych rozmiarów - "rozstrzygającego argumentu".
Mówienie o bandytach z AK to nie nadgorliwość, tylko wołający o pomstę do nieba fałsz! 

Taka argumentacja dzisiaj, w "wolnej Polsce" powinna kompromitować każdego Polaka.
Ale nie kompromituje. Można chodzić w glorii "kontrowersyjnego dyskutanta", broniącego przez "nadgorliwymi burzycielami pomników".

Dixi.


Fragment 5
Oczywiście możemy zburzyć pomnik "czterech śpiących, kilka innych pomników, pałac kultury i na dokładkę jeszcze parę szkół, muzeów itp. zbudowanych u nas przez "ruskich" lub dla upamiętnienia ich walk w Polsce.


Tylko czy to zmieni naszą historię czy jednak tylko przyczyni się do jeszcze większej schematyczności myślenia? Sądzi Pan że Warszawiacy będą szczęśliwsi jeżeli ten pomnik zniknie? (...)
… ja bym wolała, żeby Warszawiacy nauczyli się historii i odróżniania faktów od propagandy (jakiejkolwiek) i żeby umieli pokazać zagranicznym turystom: "Patrz, tu jest pomnik postawiony na cześć braterstwa broni polskich i ruskich żołnierzy. I stoi tu nadal, bo umieliśmy docenić krew prostych ludzi przelaną za nasz kraj, chociaż historia wzajemnych relacji Polski i ZSRR pełna jest nadal białych plam i krwawych punktów na mapach, chociaż ta "przyjaźń" kosztowała życie wielu ludzi..."

Błąd 6. Chciejstwo 

(czyli leczenie dżumy cholerą i wyganianie diabła Belzebubem...)

Warszawiacy powinni się nauczyć lepiej historii. 
Ale jak??? 
Na fałszywych pomnikach, symbolizujących fałszywą historię?  Przecież właśnie to naukę im utrudnia. 
Schematyczność myślenia i błędy w rozumowaniu widać własnie w cytowanej argumentacji. Można by powiedzieć: Uczył Marcin Marcina.

A cudzoziemcom oferujemy lekcję na podstawie fałszywego pomnika i mętne tłumaczenie, że 


umieliśmy docenić krew prostych ludzi przelaną za nasz kraj, chociaż historia wzajemnych relacji Polski i ZSRR pełna jest nadal białych plam 
Uff. Białe plamy (w polskich duszach) - to ignorowanie wielkich zbrodni i morza nieuczczonej polskiej krwi a rozczulanie się nad swoim własnym pięknoduchostwem szukającym na siłę wyrazów hołdu dla "anonimowego prostego człowieka" w pomnikach imperialnej buty i sowieckiego zakłamania.
A chciejstwo - skutkuje zalewaniem sobie tych plam mętną wodą propagandy. Zwycięstwo zza grobu (?) propagandy sowieckiej.


A cudzoziemiec?
Dla niego sprawa jest prosta: ZSRR wyzwolił Polskę a my mamy jakieś idiotyczne pretensje.
Tymczasem prawda jest inna. ZSRR zniewolił nasz kraj a ci prości żołnierze byli tego zniewolenia „ślepym” mniej lub więcej, narzędziem.

Nie należy się pomnik!


środa, 26 czerwca 2013

Zygmunt B. Filozof z naganem


z Żołnierzami Wyklętymi w tle ...

Przedmowa

Uff. 10 tys znaków. A teraz jeszcze przedmowa. .... Nie można uciec przed samym sobą. Nie jestem baronem Münchhausenem  i nie wyciągnę się sam z bagna gadulstwa. Pozostaje mi z tego bagna przesyłać suche komunikaty. :)

Tak się złożyło, że na tym blogu tego tekstu nie było. Był na Frondzie i odbyła się tam nawet ciekawa, uzupełniająca i pouczająca rozmowa z "incydentami". PÓŁTORA ROKU TEMU.


A sytuacja opisana w poniższym wpisie - BEZ ZMIAN. Wiki polska trochę podretuszowała. 

Wstęp

Stefan Kisielewski jest autorem pewnego komentarza z lat osiemdziesiątych, pełnego gryzącej ironii, na temat praw Polaków do niepodległości. Niestety nie dysponuję oryginałem, czytałem to w jakiejś podziemnej publikacji, zacytuję z pamięci. (Może ktoś podrzuci namiary?)

Tekst w poetyce własnej, nie ośmiela się naśladować papieża polskiej felietonistyki:

„Zachodni bojownicy o prawa Murzynów z Konga czy z innego Czadu strasznie się indyczą w sprawie niepodległości tych malowniczych krain. Organizują akcje protestacyjne przed ambasadami imperialistycznej Francji i Belgii, piszą sążniste manifesty i zbierają podpisy ludzi dobrej woli. Jednak w sprawie niepodległości Polaków nikt się nawet nie zająknie.
Żaden nawiedzony pies z kulawą nogą nie zaszczeka: „Niepodległość dla Polski!”. Ale, między Bogiem a prawdą, po co Polakom niepodległość?”

Koniec niby cytatu. 

Przepraszam, nie mam oryginału i jestem zmuszony stręczyć podróbkę.
Echa tego komentarza słyszę w felietonach Stanisława Michalkiewicza, który jest wynalazcą określenia o „mniej wartościowym narodzie tubylczym”.

Tak mi się skojarzyło. Skąd? 5 tys znaków. Jak dobrze pójdzie. Cierpliwości.

Jak trafiłem na Zygmunta B.

Otóż chciałem się nieco podciągnąć w filozofii. I szukałem bliższych danych o guru polskiego i światowego postmodernizmu, najważniejszego gościa ostatniego Kongresu Kultury Polskiej, profesora Zygmunta Baumana.

Najpierw oczywiście sprawdziłem w polskiej Wikipedii. Uderzyło mnie, że nie ma tam żadnych danych biograficznych, podanych „jako takie”. 

Przypomniało mi to przypadek poseł Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej. Po uzyskaniu przez nią prominentnej pozycji w Platformie Obywatelskiej, z jej życiorysu w Wikipedii zniknęła wzmianka o jej wstydliwym epizodzie z marca ’68.

Początkowy passus mający związek z życiorysem naszego bohatera brzmiał tak:
Zygmunt Bauman (ur. 19 listopada 1925 w Poznaniu) – polski socjolog, filozof, eseista, jeden z twórców koncepcji postmodernizmu(ponowoczesności, płynnej nowoczesności, późnej nowoczesności). Znawca i interpretator Holocaustu. Nagrodzony m.in. nagrodą im.Theodora W. Adorno i nagrodą Księcia Asturii w dziedzinie komunikacji i nauk humanistycznych, zwaną też "hiszpańskim Noblem".




Zdjęcie
Notabene, pod zdjęciem profesora jest następujący podpis:

Czy to hasło encyklopedyczne, czy sprawozdanie z benefisu?

A może ( dla równowagi, takie zdjęcie pana B., Majora, lat 28?


 Źródło: Niezmiernie ciekawy artykuł o Baumanie. Dostępność 26 czerwca 2013. Może warto ten tekst zarchiwizować? Bo kto wie, czy będzie za jakiś czas dostępny?
Bauman musi jednak płacić przynajmniej cenę grillowania za swoje prawo do brylowania.
Przyp.autora z 26 czerwca 2013) 

Ale wracamy do mojego tekstu sprzed półtora roku.

Polscy wikipedysci, dzielący się na zwolenników zachowywania standardów i na „bezstronnych redaktorów”, rozważających, w którym miejscu, żeby zachować proporcje, należy umieścić wzmiankę o współpracy ze służbami (czy też o pracy w służbach), dyskutują zawzięcie już od pięciu lat. Bez dojścia do porozumienia. Pięć lat. W międzyczasie moja córka doszła już do klasy maturalnej.

„Kontrowersyjne” fakty z życiorysu, zredagowane w 348 słowach, prawdopodobnie wskutek tej gorącej dyskusji, umieszczone są w efekcie na końcu hasła, pod maskującym tytułem: „Druga wojna światowa i lata powojenne”, zaraz po rozważaniach stricte filozoficznych i „wróżbiarskiej” wypowiedzi naszego autorytetu intelektualnego o przyszłości Europy. Może w nadziei, że nikt tu już nie dobrnie?

                               Źródło: Polska Wikipedia   (teraz już trochę przeredagowana treść, uwagi krytyczne o umieszczeniu szczegółów biograficznych na końcu i pod maskującym tytułem - nieaktualne - bo UWZGLĘDNIONE, co za sukces! dotyczą stanu z lutego 2012, ale po analizie zmian - potwierdzam je w całej rozciągłości. Notabene - historię zmian można prześledzić w wiki. Główny wniosek: Polscy wikipedyści otrzymali rozkaz: Tak trzymać! przyp. autora 26 czerwca 2013) 

A co mówi anglojęzyczna Wikipedia?

Tam SĄ zachowywane standardy. Notka bibliograficzna na 848 słów znajduje się na początku. Ponad dwukrotnie więcej, niż w zakamuflowanej - polskiej.

Skupię się na tym, czego nie ma w polskiej wersji, te nowe fragmenty wytłuszczam (tłumaczenie własne):

Bauman zgłosił się do służby w kontrolowanej przez Sowiety Armii Wojska Polskiego, gdzie pracował jako oficer polityczny,  biorąc udział w bitwach o Kołobrzeg i Berlin. (…)

Według pół-oficjalnych enuncjacji historyka z polskiego Instytutu Pamięci Narodowej (chodzi o Piotra Gontarczyka. przyp.mój) w konserwatywnym piśmie Ozon w maju 2006 roku, od 1945 do 1953 Bauman pełnił podobną funkcję w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW),  formacji utworzonej w celu zwalczania nacjonalistów ukraińskich i resztek Armii Krajowej.
Jak twierdzi pismo, Bauman wyróżnił się jako dowódca oddziału, który schwytał wielu żołnierzy podziemiaPonadto autor przytacza dowody, że Bauman pracował jako informator(TW – przypis mój)  Informacji Wojskowej od 1945 do 1948 roku. Jednak charakter i zakres jego współpracy pozostają nieznane, a także dokładne okoliczności, w których współpraca została przerwana.

W wywiadzie dla The Guardian, Bauman potwierdził, że był zagorzałym komunistą w trakcie i po II wojnie światowej i nigdy nie robił z tego tajemnicy. Przyznał jednak, że przystąpienie do służby w Informacji Wojskowej w wieku 19 lat było błędem. Ale była to tylko "głupia" praca biurowa i nie pamięta (podkreślenie moje) o żadnym fakcie donoszenia na kogokolwiek.
(…)

Podczas służby w KBW Bauman najpierw studiował socjologię w warszawskiej Akademii Nauk Społecznych. Poszedł na studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim  (…)
W KBW Bauman w 1953 roku dosłużył się rangi majora (w wieku 28 lat! Głupia papierkowa praca i taka kariera! Przyp. mój), kiedy nagle został karnie zwolniony po tym, jak jego ojciec zwrócił się do Ambasady Izraela w Warszawie z prośbą o wizę emigracyjną.

Tu ciekawy jest odpowiedni fragment polskiej Wikipedii:
„a z którego został usunięty w 1953 pod zarzutami politycznymi.”
Koniec cytatów.

Refleksje zrodzone z lektury obu wersji są dwojakiej natury.

(I nie unieważniają ich poprawki redakcyjne, bezczelne w swej drugorzędności, w polskiej wersji encyklopedii, uczynione po mojej notce. Nadają im jednak poczucie płynności i konieczności ciągłej czujności. Są ochotnicy do nękania betonowych administratorów WIKI??? przyp. mój 26 czerwca 2013)

O postaci Zygmunta Baumana i o Wikipedii

Zacznijmy od treści, którą analizowaliśmy, abstrahując od tego, przez jakie pułapki musieliśmy się przedrzeć.

Refleksja I  Zygmunt Bauman.

Jedna z "najwybitniejszych postaci postmodernizmu". I jego wstydliwa część życiorysu. To dla niego twardy orzech do zgryzienia.

Jego legenda: Głupota roboty papierkowej, przypadkowość oraz „bezwartościowość” służby komunistom nie wytrzymuje krytyki nawet na podstawie tej krótkiej, encyklopedycznej treści.
Obejmując w wielkim skrócie jego drogę życiową, można by powiedzieć, że od studenta z naganem doszedł do zaszczytu generalissimusa polskiej kultury i tę godność odebrał opowiadając anegdoty z wysokości kongresowej mównicy w najlepszym oskarowo-amerykańskim a jednocześnie postmodernistycznym stylu.

Ten człowiek, pasowany na czołową postać polskiej elity intelektualnej, fetowany na Kongresie Kultury Polskiej, zachowuje się jak chłopiec, złapany na gorącym uczynku. Nie pamięta. Lekceważy. Banalizuje. 

Przyparty do muru, mówi o Żołnierzach Wyklętych, których zwalczał z bronią w ręku, jak o  terrorystach.
Z uwagi na jego aspiracje, całkowicie to go kompromituje. Można się zadumać nad kondycją polskiej kultury, jeśli najwybitniejszy jej przedstawiciel– to były zupak, chodzący na wykłady z naganem w kieszeni, do dzisiaj mający problem ze swoją przeszłością.

Ale jako  oficer polityczny i członek dowództwa oddziału zwalczającego podziemie niepodległościowe, trzeba przyznać, to niezwykle uzdolniony, inteligentny, groźny przeciwnik. Przełożeni docenili jego walory i skierowali go już w czasie służby na studia. Kierunek został wybrany zgodnie z jej wymogami.

Błyskotliwa kariera (major w wieku 28 lat) została przerwana nie wskutek nieprawomyślności ideologicznej i utraty wiary w ideały komunizmu, lecz w wyniku utraty zaufania przełożonych. 

Kontakty rodziny ze światem zachodu, zwłaszcza z Izraelem, sojusznikiem Stanów Zjednoczonych wykluczały w latach stalinowskich pracę w tak drażliwych strukturach, jak walka z polskością.

Z takimi przeciwnikami musieli walczyć nie tylko Żołnierze Wyklęci ale każdy Polak, któremu były drogie Bóg, Honor i Ojczyzna. Bezwzględni i przekonani o swojej ponadnarodowej misji, kształceni na najlepszych uczelniach, uprzywilejowani.

Refleksja II Wikipedia

Takie wnioski można wyciągnąć czytając uważnie tekst angielskiej Wikipedii. Przekaz nieco drewniany, mamy chwilami wrażenie, że autor nie bardzo wie, o czym mówi. Te historie z zamierzchłej przeszłości, to poplątanie losów tych dziwnych, zaciekłych Polaków…

Ale stara się zebrać dostępne informacje. I to mu się chyba udaje.
Standardy go ratują. Te standardy są zresztą explicite podane w części dyskusyjnej hasła. Wiadomo, jakie kryteria będą decydowały o zdyskwalifikowaniu fragmentów tekstu: Przede wszystkim brak źródeł dla podawanych faktów. Chroni to redagujących Wikipedię przed bezpłodnymi dyskusjami, czy dany fragment umieścić na końcu, czy jest za dużo na temat nieistotnego fragmentu życiorysu itp.  

Standardy, wpływające na intelektualną formację ludzi zajmujących się angielską Wikipedią mają udział w tym, że to wersja bardziej wiarygodna.

To moja, subiektywna ocena postaci na podstawie krótkiego tekstu. Plus trochę wiedzy, znajomości realiów życia i doświadczenia. Czyli – po prostu - czytanie ze zrozumieniem.

Fakt - Bez Polskiej Wiki życie byłoby trudniejsze a odpowiedzi na szybkie pytania – trudniejsze. Ale ta konfrontacja dwóch wersji pierwszego z brzegu, nieco tylko kontrowersyjnego hasła– sądząc nie po intencjach, ale po wyniku, jest miażdżąca.

Czy fakt, że najczcigodniejszym przedstawicielem polskiej kultury na Kongresie we Wrocławiu był właśnie Zygmunt Bauman ma jakiś związek z faktem, że między polską a angielską wersją Wikipedii jest taka „maleńka różnica”?

Epilog

I tu aż się prosi zapytać, na cholerę Polakom taka porządna wersja Wikipedii?
Po co nam lustracja, po co oddzielanie ziaren od plew? Po co nam prawdziwe, niekłamane postaci z jednej bryły, które nigdy nie uległy a mimo zapowiedzi Marszałka Piłsudskiego, nie zwyciężyły?

Po co nam sprawiedliwość, prawda o historii, o przyczynach Katastrofy Smoleńskiej?

Po co nam polskość, patriotyzm? 
To dobre dla Anglików, Niemców, Francuzów. No i Rosjan.
Ale nie dla „mniej wartościowego narodu tubylczego”.

Tak? 

Oj, coś się komuś roi. I chyba bardzo się pomyli.

Tylko - Polacy! Na miłość Boską, trzymajcie standardy, pracujcie solidnie, z roztropnością i męstwem.
Bo wasze niechlujstwo, zbytnia, służalcza ostrożność, zapatrzenie na obce, zachodnie wzory  a naśladowanie ..całkiem innych, z innego kierunku, zostanie kiedyś obnażone.

A zwycięstwo będzie tych, co nie ulegli!

PS:
Zajrzałem do wiki dzisiaj, (26 czerwca 2013), po półtora roku od ogłoszenia tego wpisu na Fondzie. Notka o Baumanie niemal nietknięta!

Większość wstydliwych informacji przemilczano, lub podano je w "łagodnej" encyklopedycznej - a la "Diderot - propagandysta postępu" formie.

Lizusowskie zdjęcie z benefisu - zastąpiono normalnym zdjęciem nieszkodliwego staruszka, któremu nagan zardzewiał i nie ma co staremu esesmanowi (ups - enkawudziście) wypominać błędów młodości.

A więc: Polacy zasługują na więcej?!
A Polacy - encyklopedyści = potrafią więcej?

Optymizm!
Mimo, że sytuacja jest dokładnie taka, jak w tekście Aleksandra Ściosa "Państwo Baumana"

piątek, 21 czerwca 2013

Sąsiedzi według Krisa


                                      Czyli Dzieci Goebbelsa
Film "Nasze matki, nasi ojcowie."
Oprócz filmu są i niemieckie komentarze, coraz bardziej butne.

Cierpienia Młodego Wertera na wojnie na Wschodzie. 
Cierpienia nadludzi. Ziiiiimno na tym Wschodzie. Nie wzięli szalików. 
Co do mnie, to niech tam sobie rozważają. Może coś to da, kto wie?

O co ta wojna? Z kim?
Na tle pod-ludzi - Polaczków i Ukraińców. I nie-ludzi, czyli Żydów. 
Chociaż - z Żydami - to jest jednak trochę inaczej. Z Żydami - dzisiaj żartów nie ma. 

Był tam jeden Żyd, uważający się za Niemca. Pokazali "pełnokrwistą", "pogłębioną" postać. Nie jakieś bełkocące łamaną polszczyzną kreatury budzące odrazę, czy prawie niemych Ukraińców latających z pałami.
Chciał nawet spełniać patriotyczny obowiązek. Czy może jego ojciec? Nie patrzyłem tak dokładnie. 
Wychodzi na to, że ten Żyd - to był  niesprawiedliwie wykluczony ubermensch.

No to gdyby Hitler wziął  Żydów na pokład? Może by niektórzy z nich też wystawiali transparenty na granicy "Willkomen in Polen!" ?

A gdyby tak zauważył, że oprócz Ukraińców, Rosjanie też chcą się wybić na niepodległość i nienawidzą bolszewizmu bardziej, niż on?
Zawojował by świat?  I mielibyśmy wtedy do czynienia nie z - Wielką Apokalipsą, tylko z Apokalipsą Ostateczną?
 Brrr.  Nie kombinujmy i nie poprawiajmy Pana Boga. Pan Bóg dopuszcza zło, ale miarkuje je. Wbrew pozorom. Bo jednak w końcu sczezł ten pomiot szatana. Ale czy na zawsze?

Nie kombinujmy, co by było, gdyby?!
W Polsce niektórzy mądrale już w tym duchu kombinują. Bo akurat nam to proponował!


 A myśmy odmówili i co z tego teraz mamy?

 Jeden mądrala (oczywiście prawicowy, o lewicowym bym się nawet nie zająknął) nawet napisał o tej odmowie: 


"Potwornie błędna decyzja" 

i

 "Deficyt politycznego myślenia".

No to teraz mamy.  Polityczne myślenie? Czy potwornie błędne decyzje?

Gdyby ten film, to była fabularyzowana relacja świadków, niechby nawet najbardziej zakłamanych "nad-ludzi"...

Niestety - to tylko fabularyzowane zakłamane stereotypy antypolskie, które zostały dla niepoznaki rozwodnione przez łzawe historie o cierpieniu nad-ludzi. Którzy chcieli być przyzwoici, ale im furer nie pozwalał.
Pamiętacie Rykowa z Pana Tadeusza? Ale ten przynajmniej Polaków lubił. I miał czyste, rosyjskie sumienie.

Dyskusja w studiu

"Oburzony" Kraśko, przypierający Niemca - "historyka" do muru.  Jakiś nieostrzelany, przestraszony, młody funkcjonariusz „niemieckiej polityki historycznej” wije się, poci, jak piskorz, łypie oczkami na prawo i lewo. Wykręca się, jak uczniak złapany na kłamstwie.

Trzeba rutyny!
Kłamstwo wymaga rutyny. A nowe pokolenie jeszcze nieostrzelane, jeszcze wierzy, że warto być przyzwoitym.

Koło ratunkowe, najczystszą niemczyzną, rzuca mu zresztą profesor Szymon Weiss.
Machte ich nicht diesen Film – „zacytował”, co tamten przyjął z widoczną wdzięcznością.
Funkcjonariusz ośmiela się wreszcie:
"długo by dyskutować. A Jedwabne? A Kielce?" - rzucił przykładami.
Historyk, historyk niemiecki (HN), czy funkcjonariusz polityki historycznej (FPH)?
Pozostawiam widzom, do której kategorii gościa przypisać.

Ja będę używał umownego określenia Historyk Niemiecki (HN)

HN użył dokładnie dwóch słów, jak liczmanów w rozgrywce. Jedwabne. Kielce.

Pamiętajmy o dewizie Goebbelsa:

"Historia toczy się na ulicy".

Trzeba używać argumentów, jak cepy. Ulica (a właściwie - teraz - światowa publika telewizyjna) - musi zapamiętać! I zapamięta: Kłamstwo ich matek i ich ojców - o ich wrogach z Ak - antysemickiej, przyrównywanej do formacji SS!

Czy HN, zna historię dwudziestowiecznej Polski z antypolskich bryków,
czy z instrukcji dla funkcjonariuszy polityki historycznej (FPH)  demokratycznych, potężnych i ambitnych Niemiec, "państwa poważnego"? A może to to samo?

Czy każde, najbardziej bezczelne kłamstwo o Polakach jest teraz usprawiedliwione przez dwa magiczne słowa - Kielce, Jedwabne

Co robić?!
Nie prowadzimy polityki historycznej. A „na ulicy” latają liczmany historyczne, jak cepy!

Liczman 1: "Kielce"
Skoro za dobrego wujka Joe "udowodniono" jeszcze w 46-tym, akurat przed referendum "zagłosuj jakkolwiek, ale trzy razy, my resztę załatwimy". Bo wypadł akurat przypadkowo „pogrom kielecki”.
Polscy historycy nie znaleźli żadnych dokumentów towarzysza Stalina. A czy ktoś zna książkę „Umarły cmentarz”, Krzysztofa Kąkolewskiego?
Ktoś się do niej odniósł??? Czy ktoś jeszcze pamięta tego pisarza, który żmudnie zrekonstruował wydarzenia?
Udowodniono wówczas całemu światu, że Polacy nie zasługują na swój rząd, bo jeszcze dobiją resztki Żydów w Polsce
Akcja przykrywkowa, dzisiejszy elementarz propagandowy, czy niezbity fakt historyczny, przytaczany, jak na zamówienie przez historyków, "historyków" i funkcjonariuszy?
Bo HN w 13-tym roku nowego stulecia coś dobrze o tym pamięta. Wie, że to jest ARGUMENT.

Liczman 2:"Marzec"
Skoro Polacy urządzali czystki antysemickie w 68-mym? (prof.Szymon Weiss)

Liczman 3:"Antysemicka AK"
Skoro sam redaktor Michnik dawno udowodnił, że AK mordowała Żydów w Powstaniu Warszawskim?

Liczman 4:"Jedwabne"
Skoro sam, sławny na cały świat profesor Gross napisał o, też sławnej na cały świat,stodole, sąsiadach, o złotych żniwach, o chciwych, nienawistnych Polakach - antysemitach

Liczman 5:"Polskie obozy śmierci"
Skoro sam prezydent Obama przecież powiedział o polskich obozach śmierci?

I coś nowego, chyba pierwszy raz się pojawiło w publicznej dyskusji. A może ktoś już się zetknął?
Liczman? :"Żydzi nas nie lubią"

Skoro Żydzi nie chcą dzisiaj przyjeżdżać do Polski ? (prof.Szymon Weiss)
Czy czcigodny profesor nawiązał do klasycznej już (chociaż miała być prześmiewcza), definicji antysemity?

Antysemita: ktoś, kogo Żydzi nie lubią.

Bądźmy sprawiedliwi: Weiss bronił nas po swojemu, „kontrowersyjnie”, ale nie przekraczał granic absurdu.

Sam mogę podać przykład pewnego pół-Polaka, pół - Rosyjskiego Żyda, wychowanego w sowieckiej Rosji i w jej kulturze, mieszkającego w Izraelu. Który najpierw się ochrzcił po katolicku w Częstochowie, na fali zrywu Solidarności.
A nieco później wyznał mi, że w Izraelu nie przyznaje się do polskich korzeni. Taki tam panuje antypolonizm, że on „się wstydzi”.
Wyciągamy chyba jednak z panem ambasadorem odmienne wnioski z tej sytuacji.

A HN? 
Właściwie nie popisał się. Tylko dwa liczmany, z listy pięciu „żelaznych”.

 Co dalej, sąsiedzi?

Hitler (…) naprawiał – według (Niemców KR) – krzywdę wyrządzoną im w Wersalu (1918 r.), gdy ustalano porządek europejski po Wielkiej Wojnie. (…) swą władzę zdobył legalnie. Nie było żadnej rewolucji, zamachu stanu. Trzecią Rzeszę urodziła niemiecka demokracja. (…) zbrodniczy fenomen państwa niemieckiego, które istniało zaledwie 12 lat, przeszło do historii pod nazwą Trzeciej Rzeszy, a zostawiło po sobie wymordowany i zrujnowany kontynent.
Źródło: Pomocnik Historyczny "Trzecia Rzesza 1933-1945"  autorzy: dziennikarze tygodnika POLITYKA oraz naukowcy.

Czy wobec tej nowej wojny ideologicznej Polacy znów będą mówić Broniewskim?

Są w ojczyźnie rachunki krzywd …

Nie te czasy. Zdaję sobie z tego sprawę, Redaktor Jan Bogatko, korespondent Radia Wnet w Niemczech:

Nie można doprowadzić do tego, by świat nt. polskiej historii wiedział tak mało. (A nawet, żeby takie bzdury "wiedzieli" historycy niemieccy - HN. Przyp.KR)
W normalnym państwie byłoby to niemożliwe, zaś polskie władze powinny wezwać do siebie niemieckiego ambasadora. Wyjaśnić tę sprawę. Jednak jak widać Polacy albo nie mają wyobraźni albo nie chcą jej mieć.
(...)
 niemieckie media zastanawiają się jaka była i czy w ogóle istniała jakakolwiek różnica pomiędzy SS a AK. 

Do czego zmierzają nasi sąsiedzi?
Czyżby naród niemiecki miałby być niepoprawny? Recydywa?

PS
Tak sobie teraz myślę, po miesiącach, nad tą "historyczną" wpadką Macieja Stuhra. Z tą Cedynią. Jako pokłosiem Pokłosia. 
Najpierw było Pokłosie. Potem Cedynia. Teraz Matki i Ojcowie esesmani. 
Ups. Dobrzy, niemieccy żołnierze, i ich - dziewczyny, siostry miłosierdzia. Co ratowali Żydów, chociaż zapomnieli szalików na kampanię na wschodzie.
=================================== 
Czy on, ten Stuhr - junior jest faktycznie takim ignorantem?
 ===================================
 A może po prostu wie, gdzie rosną konfitury? Może taka kompromitacja, o której nikt już nie pamięta, była opłacalna?

Teraz więc, panie Macieju, ty cudowne, nieco wyrośnięte, dziecko polskiego teatru, mówię do Pana !

Jaką rolę grał Pan w tej niemieckiej, "historycznej" tragifarsie?
Głupca, czy nikczemnika?

Głupiec może zmądrzeć. Nikczemnik może się nawrócić.
Ale kiedyś trzeba zacząć!

Kiedy Pan zacznie?
Z tego punktu są tylko dwie drogi:
W górę lub w dół.