piątek, 21 czerwca 2013

Sąsiedzi według Krisa


                                      Czyli Dzieci Goebbelsa
Film "Nasze matki, nasi ojcowie."
Oprócz filmu są i niemieckie komentarze, coraz bardziej butne.

Cierpienia Młodego Wertera na wojnie na Wschodzie. 
Cierpienia nadludzi. Ziiiiimno na tym Wschodzie. Nie wzięli szalików. 
Co do mnie, to niech tam sobie rozważają. Może coś to da, kto wie?

O co ta wojna? Z kim?
Na tle pod-ludzi - Polaczków i Ukraińców. I nie-ludzi, czyli Żydów. 
Chociaż - z Żydami - to jest jednak trochę inaczej. Z Żydami - dzisiaj żartów nie ma. 

Był tam jeden Żyd, uważający się za Niemca. Pokazali "pełnokrwistą", "pogłębioną" postać. Nie jakieś bełkocące łamaną polszczyzną kreatury budzące odrazę, czy prawie niemych Ukraińców latających z pałami.
Chciał nawet spełniać patriotyczny obowiązek. Czy może jego ojciec? Nie patrzyłem tak dokładnie. 
Wychodzi na to, że ten Żyd - to był  niesprawiedliwie wykluczony ubermensch.

No to gdyby Hitler wziął  Żydów na pokład? Może by niektórzy z nich też wystawiali transparenty na granicy "Willkomen in Polen!" ?

A gdyby tak zauważył, że oprócz Ukraińców, Rosjanie też chcą się wybić na niepodległość i nienawidzą bolszewizmu bardziej, niż on?
Zawojował by świat?  I mielibyśmy wtedy do czynienia nie z - Wielką Apokalipsą, tylko z Apokalipsą Ostateczną?
 Brrr.  Nie kombinujmy i nie poprawiajmy Pana Boga. Pan Bóg dopuszcza zło, ale miarkuje je. Wbrew pozorom. Bo jednak w końcu sczezł ten pomiot szatana. Ale czy na zawsze?

Nie kombinujmy, co by było, gdyby?!
W Polsce niektórzy mądrale już w tym duchu kombinują. Bo akurat nam to proponował!


 A myśmy odmówili i co z tego teraz mamy?

 Jeden mądrala (oczywiście prawicowy, o lewicowym bym się nawet nie zająknął) nawet napisał o tej odmowie: 


"Potwornie błędna decyzja" 

i

 "Deficyt politycznego myślenia".

No to teraz mamy.  Polityczne myślenie? Czy potwornie błędne decyzje?

Gdyby ten film, to była fabularyzowana relacja świadków, niechby nawet najbardziej zakłamanych "nad-ludzi"...

Niestety - to tylko fabularyzowane zakłamane stereotypy antypolskie, które zostały dla niepoznaki rozwodnione przez łzawe historie o cierpieniu nad-ludzi. Którzy chcieli być przyzwoici, ale im furer nie pozwalał.
Pamiętacie Rykowa z Pana Tadeusza? Ale ten przynajmniej Polaków lubił. I miał czyste, rosyjskie sumienie.

Dyskusja w studiu

"Oburzony" Kraśko, przypierający Niemca - "historyka" do muru.  Jakiś nieostrzelany, przestraszony, młody funkcjonariusz „niemieckiej polityki historycznej” wije się, poci, jak piskorz, łypie oczkami na prawo i lewo. Wykręca się, jak uczniak złapany na kłamstwie.

Trzeba rutyny!
Kłamstwo wymaga rutyny. A nowe pokolenie jeszcze nieostrzelane, jeszcze wierzy, że warto być przyzwoitym.

Koło ratunkowe, najczystszą niemczyzną, rzuca mu zresztą profesor Szymon Weiss.
Machte ich nicht diesen Film – „zacytował”, co tamten przyjął z widoczną wdzięcznością.
Funkcjonariusz ośmiela się wreszcie:
"długo by dyskutować. A Jedwabne? A Kielce?" - rzucił przykładami.
Historyk, historyk niemiecki (HN), czy funkcjonariusz polityki historycznej (FPH)?
Pozostawiam widzom, do której kategorii gościa przypisać.

Ja będę używał umownego określenia Historyk Niemiecki (HN)

HN użył dokładnie dwóch słów, jak liczmanów w rozgrywce. Jedwabne. Kielce.

Pamiętajmy o dewizie Goebbelsa:

"Historia toczy się na ulicy".

Trzeba używać argumentów, jak cepy. Ulica (a właściwie - teraz - światowa publika telewizyjna) - musi zapamiętać! I zapamięta: Kłamstwo ich matek i ich ojców - o ich wrogach z Ak - antysemickiej, przyrównywanej do formacji SS!

Czy HN, zna historię dwudziestowiecznej Polski z antypolskich bryków,
czy z instrukcji dla funkcjonariuszy polityki historycznej (FPH)  demokratycznych, potężnych i ambitnych Niemiec, "państwa poważnego"? A może to to samo?

Czy każde, najbardziej bezczelne kłamstwo o Polakach jest teraz usprawiedliwione przez dwa magiczne słowa - Kielce, Jedwabne? 

Co robić?!
Nie prowadzimy polityki historycznej. A „na ulicy” latają liczmany historyczne, jak cepy!

Liczman 1: "Kielce"
Skoro za dobrego wujka Joe "udowodniono" jeszcze w 46-tym, akurat przed referendum "zagłosuj jakkolwiek, ale trzy razy, my resztę załatwimy". Bo wypadł akurat przypadkowo „pogrom kielecki”.
Polscy historycy nie znaleźli żadnych dokumentów towarzysza Stalina. A czy ktoś zna książkę „Umarły cmentarz”, Krzysztofa Kąkolewskiego?
Ktoś się do niej odniósł??? Czy ktoś jeszcze pamięta tego pisarza, który żmudnie zrekonstruował wydarzenia?
Udowodniono wówczas całemu światu, że Polacy nie zasługują na swój rząd, bo jeszcze dobiją resztki Żydów w Polsce! 
Akcja przykrywkowa, dzisiejszy elementarz propagandowy, czy niezbity fakt historyczny, przytaczany, jak na zamówienie przez historyków, "historyków" i funkcjonariuszy?
Bo HN w 13-tym roku nowego stulecia coś dobrze o tym pamięta. Wie, że to jest ARGUMENT.

Liczman 2:"Marzec"
Skoro Polacy urządzali czystki antysemickie w 68-mym? (prof.Szymon Weiss)

Liczman 3:"Antysemicka AK"
Skoro sam redaktor Michnik dawno udowodnił, że AK mordowała Żydów w Powstaniu Warszawskim?

Liczman 4:"Jedwabne"
Skoro sam, sławny na cały świat profesor Gross napisał o, też sławnej na cały świat,stodole, sąsiadach, o złotych żniwach, o chciwych, nienawistnych Polakach - antysemitach? 

Liczman 5:"Polskie obozy śmierci"
Skoro sam prezydent Obama przecież powiedział o polskich obozach śmierci?

I coś nowego, chyba pierwszy raz się pojawiło w publicznej dyskusji. A może ktoś już się zetknął?
Liczman? :"Żydzi nas nie lubią"

Skoro Żydzi nie chcą dzisiaj przyjeżdżać do Polski ? (prof.Szymon Weiss)
Czy czcigodny profesor nawiązał do klasycznej już (chociaż miała być prześmiewcza), definicji antysemity?

Antysemita: ktoś, kogo Żydzi nie lubią.

Bądźmy sprawiedliwi: Weiss bronił nas po swojemu, „kontrowersyjnie”, ale nie przekraczał granic absurdu.

Sam mogę podać przykład pewnego pół-Polaka, pół - Rosyjskiego Żyda, wychowanego w sowieckiej Rosji i w jej kulturze, mieszkającego w Izraelu. Który najpierw się ochrzcił po katolicku w Częstochowie, na fali zrywu Solidarności.
A nieco później wyznał mi, że w Izraelu nie przyznaje się do polskich korzeni. Taki tam panuje antypolonizm, że on „się wstydzi”.
Wyciągamy chyba jednak z panem ambasadorem odmienne wnioski z tej sytuacji.

A HN? 
Właściwie nie popisał się. Tylko dwa liczmany, z listy pięciu „żelaznych”.

 Co dalej, sąsiedzi?

Hitler (…) naprawiał – według (Niemców KR) – krzywdę wyrządzoną im w Wersalu (1918 r.), gdy ustalano porządek europejski po Wielkiej Wojnie. (…) swą władzę zdobył legalnie. Nie było żadnej rewolucji, zamachu stanu. Trzecią Rzeszę urodziła niemiecka demokracja. (…) zbrodniczy fenomen państwa niemieckiego, które istniało zaledwie 12 lat, przeszło do historii pod nazwą Trzeciej Rzeszy, a zostawiło po sobie wymordowany i zrujnowany kontynent.
Źródło: Pomocnik Historyczny "Trzecia Rzesza 1933-1945"  autorzy: dziennikarze tygodnika POLITYKA oraz naukowcy.

Czy wobec tej nowej wojny ideologicznej Polacy znów będą mówić Broniewskim?

Są w ojczyźnie rachunki krzywd …

Nie te czasy. Zdaję sobie z tego sprawę, Redaktor Jan Bogatko, korespondent Radia Wnet w Niemczech:

Nie można doprowadzić do tego, by świat nt. polskiej historii wiedział tak mało. (A nawet, żeby takie bzdury "wiedzieli" historycy niemieccy - HN. Przyp.KR)
W normalnym państwie byłoby to niemożliwe, zaś polskie władze powinny wezwać do siebie niemieckiego ambasadora. Wyjaśnić tę sprawę. Jednak jak widać Polacy albo nie mają wyobraźni albo nie chcą jej mieć.
(...)
 niemieckie media zastanawiają się jaka była i czy w ogóle istniała jakakolwiek różnica pomiędzy SS a AK. 

Do czego zmierzają nasi sąsiedzi?
Czyżby naród niemiecki miałby być niepoprawny? Recydywa?

PS
Tak sobie teraz myślę, po miesiącach, nad tą "historyczną" wpadką Macieja Stuhra. Z tą Cedynią. Jako pokłosiem Pokłosia. 
Najpierw było Pokłosie. Potem Cedynia. Teraz Matki i Ojcowie esesmani. 
Ups. Dobrzy, niemieccy żołnierze, i ich - dziewczyny, siostry miłosierdzia. Co ratowali Żydów, chociaż zapomnieli szalików na kampanię na wschodzie.
=================================== 
Czy on, ten Stuhr - junior jest faktycznie takim ignorantem?
 ===================================
 A może po prostu wie, gdzie rosną konfitury? Może taka kompromitacja, o której nikt już nie pamięta, była opłacalna?

Teraz więc, panie Macieju, ty cudowne, nieco wyrośnięte, dziecko polskiego teatru, mówię do Pana !

Jaką rolę grał Pan w tej niemieckiej, "historycznej" tragifarsie?
Głupca, czy nikczemnika?

Głupiec może zmądrzeć. Nikczemnik może się nawrócić.
Ale kiedyś trzeba zacząć!

Kiedy Pan zacznie?
Z tego punktu są tylko dwie drogi:
W górę lub w dół.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Intercity, relacja Wrocław - Warszawa, Dzień, gdy zalało Trasę Toruńską w okolicach Kaskady. Tory pod Katowicami były suche.

Motto:
Pasażer pierwszy:
Konduktorze łaskawy, zawieź nas do Warszawy.
Konduktor:
Zawiozę, ale proszę pokazać ten bilet kupiony w Internecie i widoczny na ekranie smartfona. O tutaj, tylko spojrzę...
Piii, pii, (czerwone światełko laseru(?))
Dziękuję uprzejmie.
Pasażer drugi:
(Podaje kartkę papieru z takim samym biletem).
Nie wiedziałem, że nie muszę nawet drukować...
Ale też nie stałem w kolejce.
Konduktor:
O tak! Nawet ze smartfona lepiej wchodzi.
Piii, pii
O, świetnie, weszło! 
Dziekuję uprzejmie. Szczęśliwej podróży.
(Ludowe)

Popijam sobie piwo w przedziale I klasy, miło pogadując z pewnym „słoikiem”. To określenie nie moje, tylko jego, co od razu na wstępie zdradza u towarzysza podróży bliską sercu autoironię i inteligencję. 

Podróż jest długa, ale bywało gorzej. Wprawdzie trwa ponad sześć godzin, co daje niezbyt imponującą średnią prędkość - osiemdziesiąt kilometrów na godzinę, ale są i plusy. Miłe towarzystwo (bonus!), przedział z gniazdkami prądowymi 220V ( nie korzystam, próbuję czytać, ale świadomość, że mogę doładować komórkę daje poczucie bezpieczeństwa), regulowana, co do stopnia, klimatyzacja no i ... obsługa hostess oferujących łagodne używki, na których wdzięki (hostess - nie używek) obaj jesteśmy wrażliwi.

Każdy to wyraża na swój sposób. Ja przyjmuję ofertę na wafelek i kawę, chociaż właściwie zostało mi jeszcze kilka łyków piwa w otwartej puszce i mógłbym sobie darować.

To się nazywa profesjonalna perswazja przy pomocy naturalnych atutów. Ale o tym dowiem się dopiero w Warszawie z komentarza do mojej opowieści autorstwa rodzinnego kierowcy w spódnicy.

Na razie do przedziału zagląda barczysty funkcjonariusz  SOK w pomarańczowej kamizelce. 
SOK – Służba Ochrony Kolei - kopę lat! 
Ostatni raz, w latach siedemdziesiątych XX wieku, kojarzyłem ich z granatowymi, sukiennymi mundurami, koalicyjkami, raportówkami na notes oraz pistoletami Walter w kaburze, na niemieckiej licencji z polskiej fabryki „Łucznik”, znanej bardziej z produkcji maszyn do szycia.

SOK kojarzył mi się bardziej z granatową policją niż z milicją. Nigdy jednak nie miałem bezpośredniego kontaktu.
Pomarańczowy Sokista:
- Pan schowa to piwo… może pan mieć nieprzyjemności. W pociągu obowiązuje zakaz picia piwa poza wagonem restauracyjnym. – tłumaczy przyjaźnie i prawie przepraszająco. Jest jednym z funkcjonariuszy korytarzowego patrolu, uzbrojonego w pałki, z kajdankami za pasem.

- Matko! To już mamy taki faszyzm?


Wypowiadam tę kwestię, zupełnie naturalnie, tonem głosu i mową ciała okazując, jak mu współczuję a sam się obawiam. Tak, jakby on mnie przestrzegał przed jakąś bandą faszystów grasującą w okolicy.

On podejmuje mój ton i dodaje.
           -No… ja tego nie wymyśliłem. Pan wie, że gdyby pan je rozlał i sobie wysiadł, to  j a  mógłbym  
             mieć nieprzyjemności. Miałem już taki wypadek. Życzę szczęśliwej podróży.

Zostajemy znów sami i zgadzamy się obaj, że „to dobrze, że patrolują”. 
Pewnie, że dobrze. Raz mnie już okradli i odtąd nie czuję się całkowicie bezpiecznie w pociągu, zwłaszcza, gdy jadę sam. Boję się zasnąć.

Na stronie zaś, snuję refleksję, jakie błogosławione trudności ma efektywne wdrożenie porządnego faszyzmu w Polsce.

Ach ci polscy funkcjonariusze! 
Niektórzy, niektórzy. Nie mówię o zdeklarowanych nosorożcach na służbie. Ja mam szczęście i rzadko takich spotykam. Mówię o całej reszcie. Ich polskość emanuje z każdego zdania, wypowiadanego w majestacie swojej pieskiej służby. 
Poruszają się w śmierdzącym kisielu zwanym w polskiej konstytucji demokratycznym państwem prawnym. Ale nie urządzają żadnych włoskich strajków, wynalezionych przez i dla funkcjonariuszy na służbie. We Włoszech skromnie zwanych (przez autorów), strajkiem białym. Polegających na dosłownym wykonywaniu wszystkich przepisów. Natychmiast paraliżującym działanie państwa w miejscu strajkowej akcji.

Polak w mundurze nie jest służbistą. Wyraża resztki słabnącego coraz bardziej ducha rozsądku. Wykonuje rozkazy, jakby szukał sprawiedliwości i racji w najbardziej absurdalnym przepisie. I skwapliwie zgadzając się na zastosowanie amnestii od jego litery w odpowiednich wypadkach. Nierzadko stawia bierny opór, gdy te rozkazy są wyjątkowo wredne i głupie.
Taki strajk polski.

 Wprawdzie energii zużytej na bierny opór może zabraknąć na coś pożytecznego (na przykład na łapanie bandytów) , ale przynajmniej starszy pan, pasażer ekskluzywnego pociągu Intercity nie jest zbyt często rzucany na podłogę i skuwany kajdankami za picie piwa w przedziale I klasy.

środa, 5 czerwca 2013

Wiersz, już nie jedyny, ale mnie się podoba. Zdaje się, że tylko mnie. Trudno.

Rozmawiałem ze swoim dobrym znajomym. Nie nazywam go przyjacielem, bo sobie tego nie życzy. To za dużo. Rezerwuje to sobie na coś wyjątkowego. Trudno.
Złożył mi życzenia z okazji "prawdziwego święta narodowego". 4 czerwca.
Nie będę mówił którego 4-tego czerwca. Jeśli "święto", to wiadomo, którego.
On się cieszy. Dobre i to. Znam takich, co się martwią. Nie z powodu straconych szans później, tylko z powodu radości wówczas i straconych dobrych, starych czasów.
JA o tych czasach myślę Herbertem. Może nie miałem takiego smaku, jak Wieszcz, ale też chwilami smak mi coś podpowiadał.
Rozumiem ten wiersz, bez analiz literackich. Bezpośrednio. Całym sobą.
To wiersz genialny i wieczny? Aaaa, do tego pewnie będą potrzebne jakieś analizy. Za stolat. 
Napisany, kiedy wydawało się, że te czasy przeminą, jak smrodliwy, trujący tuman i będzie go można traktować, jak szum północnego, polskiego wiatru w szczelinach ruin twierdz Jury Krakowsko - Częstochowskiej.
Herbert stał się cichym, pokornym poetą nad-epokowym. 
Zgodnie z obietnicą, ze "cisi posiądą ziemię".

Ale co my z tego mamy?

Ano mamy świadomość życia prawdziwego w czasie takim, jak inne z naszej historii.
Nie mamy czego zazdrościć przodkom.
Mamy szansę zrobić coś, żeby nasi potomkowie nam zazdrościli...

Bo jednocześnie dzisiaj czasy są inne, niż wówczas. Jedyne w swoim rodzaju.
Zanim znajdzie się nowy Herbert i to opisze, ja napisałem medytację o Smaku pana Cogito.

Najpierw Mistrz:
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jak
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

No właśnie. Znów będziemy narzekać, że On miał łatwiej? 
Nie. My mamy inne wyzwania.
Dzisiaj lepiej kuszą. A my mamy to wiedzieć. Nie żyć złudzeniami. Ciągle pamiętać, że pan Cogito nie lubi życia na niby. Coraz trudniej to zobaczyć, bo prosty smak może nie wystarczyć.
To teraz, z całą nieśmiałością na jaką mnie stać. I z całym oburzającym tupetem, którego nie mogę się wyzbyć, .... ja.

Pan Cogito musi uzupełnić smak o coś innego...

Janczarzy dyskretniej i powściągliwiej dozorują.

Dziewczyny mają kremy do rąk i face - lifting.
Chłopcy chodzą na siłownię.
Albo do pubu. 
Piwo tej marki wiesz...
Cool!

Nie krzyczą, tylko 
się uśmiechają z pewną, 
ledwie wyczuwalną wyższością
drapiąc się dyskretnie w miejsce, 
gdzie kiedyś było sumienie.

Kłamstwo nazywa się jakoś bardziej wytwornie: 
"Odpowiedzialny stosunek 
do oświadczenia osoby godnej zaufania".

Prawda nosi czapkę 
niestosowności, wygląda, 
jak naburmuszona, brzydka 
panna bez posagu

Racjonalność polega na 
niezadawaniu głupich pytań,
Mądrość.... a ... to sprawa etapu,
którego dzisiaj mamy?

Pomniki są niewskazane, to
wyraz zbyt dobrego samopoczucia i
marnotrawienia lokalizacji na już 
gotowe projekty apartamentowców

Kwiaty zaśmiecają ulice,
Znicze je zadymiają
dymem dusznym od treści
które nikomu nie służą

Żałoba i żałobna twórczość 
to strata cennego czasu,
który jak wiadomo jest pieniądzem
Nie mówiąc o tym, że na pewno nie wyraża uczuć
tylko jest żerowaniem na mroku

Zupełnie niezrozumiała jest ta zapiekłość
Bądźmy pogodni i otwarci,
Zobacz, jak żyją Anglicy, Niemcy, Francuzi
Bądź, jak oni, jak gwiazda,
a propos, może masz talent?
Spróbuj!
Tylko nie nudź...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Felietonik na Dzień Dziecka

Dziadek z Babcią wzięli dwóch wnuków (Zyzio - lat sześć i Franio - lat cztery) na wycieczkę. Przypadkowo było to w Dniu Dziecka, ale lojalnie chcieli ten dzień jakoś uczcić.
Pomysł był prosty i niezbyt oryginalny.

- Może trochę słodyczy? - zastanawia się Babcia - ale czy Mama nie będzie miała nic przeciwko temu? 
- Ja nie mam żadnej kary, mogą być żelki - zgodził się szybko Zyzio.
- Mnie chodziło o co innego. O to, czy Mama nie będzie niezadowolona z objadania się słodyczami przez synalków. Co do kary, to gdybyś nawet jakąś miał, to dzisiaj, z okazji Dnia Dziecka, takie kary się zawiesza.
- Mama na pewno pozwoli - wspomógł brata Franio.
- No to załatwione - rozstrzygnęła sprawę Babcia - skręcimy po drodze do sklepu.

Dziadkowi jednak nie dawała spokoju wzmianka Zyzia o karze.

- Zyziu, a co ty tak o tej karze? Coś ostatnio przeskrobałeś?
- On mnie bił po głowie. A ja mu nic nie złobiłem. I dostał kałę - "szlaban na słodycze". Ale już się skończyła. - wyręczył brata rezolutny Franio.
- Jak to? Bił cię po głowie? Bez powodu?! Niemożliwe. Nikt tak nie robi! Musiał mieć jakiś powód! Franiu, nie kręć i powiedz, coś ty mu zrobił?

Dziadek był poważnie zbulwersowany a jednocześnie zachwycony, że wykrył rodzinną aferę w rodzinie Zyzia i Frania.

- Nie, napławdę, ja nic nie złobiłem.
- Ja naprawdę go biłem bez powodu po głowie - przyznał z powagą Zyzio.

Dziadek zaniemówił i zgorszony inklinacjami ukochanego wnuka tak się zdenerwował, że zwolnił do prędkości zgodnej z absurdalnymi przepisami - 50 na godzinę na dwupasmowym, gładkim, jak stół, odcinku  drogi. Babcia spojrzała na niego pytająco?

- Źle się poczułeś?

Stary pirat, wyznający jednak zasady fair - play, zamiast odpowiedzi nieco przyśpieszył, żeby nie robić zatoru i podjął zawieszone na dłuższą chwilę dochodzenie.

- Zyziu, ale dlaczego biłeś brata po głowie? Bez powodu? Mocno?
- Tak! Bił mnie mocno! - wtrącił się nieubłagany, nieustraszony, pokrzywdzony brat.
- Nieprawda! - odciął się Zyzio.- Nie mogłem go bić mocno, bo biłem go misiem. Nie da się bić mocno misiem.

Tylko wieloletnia rutyna uratowała wielopokoleniową rodzinę przed wypadkiem spowodowanym nagłym atakiem śmiechu.

Pointa: Nie należy urządzać przesłuchań śledczych podczas jazdy z prędkością nielegalną. Nawet z intencją niestwarzania zatorów i  jednocześnie wyjaśnienia rodzinnych afer.

poniedziałek, 6 maja 2013

Gatunki ludzkie: Konformista pospolity (Conformist Communibus), Oportunista zwyczajny (Opportunist Meris)

Rozważania w poetyce nabzdyczonego wydziwiania. Tylko dla hobbystów - encyklopedystów.

Definicje i komentarze (WIKI, PWN, SJP, SWO, opracowanie i komentarze KR)

Konformizm społeczny – postawa jednostki, polegająca na ścisłym podporządkowaniu się normom, wzorom zachowania i poglądom danej grupy społecznej (PWN)
Konformizm według Stanisława Miki to również zgodność, zbieżność istniejąca między członkami grupy, jeśli chodzi o zachowania, normy i postawy.

Dysonans poznawczy, zjawisko ściśle związane z konformizmem, to nieprzyjemne napięcie psychiczne wynikające z niezgodności między elementami poznawczymi. 
Twórca teorii DP, Leon Festinger twierdził, że człowiek bezwiednie zmniejsza napięcie, redukując dysonans.
Przykłady zachowań, które nie dają się wytłumaczyć poza teorią DP:
·         ludzie, którym mało płaci się za ich kłamstwa, wierzą w nie bardziej niż ci, którzy czerpią z nich duże zyski;
·         wykonywanie nieprzyjemnej czynności na prośbę nieakceptowanej osoby, prowadzi do polubienia tej czynności;
·         wysokie nagrody wręczane za wykonywanie działań, które w dodatku są przyjemne, sprawiają, że przestajemy lubić te działania[4];
·         srogie kary mogą podnieść atrakcyjność zakazanych czynności, nawet jeśli same te czynności są szkodliwe lub niemoralne itd.

Dysonans poznawczy można nazwać popędem, bowiem jego wpływ na zachowanie jest taki, jak podstawowych popędów człowieka (np. głodu, pragnienia, bólu): wywołuje ogólną mobilizację organizmu, motywuje do zachowań, których celem jest zmniejszenia napięcia, oraz wywołuje antycypacyjne unikanie (czyli uczenie się reakcji na bodźce skojarzone z pojawieniem się dysonansu).

Jeśli to jest naprawdę popęd, to jego ocena musi być neutralna. Może służyć dobru, lub złu. Jak każdy popęd, może być stłumiony (lub nie) przez motywacje wyższe.

Wobec tego ja proponuję takie ujęcie:
Jak wynika z poniższej definicji, wzorowanej wszelako na podanych źródłach, konformizm jest postawą społeczną, również o pozytywnych skutkach.
Społeczeństwo powinno mieć cechy spójności. Nieprawdaż? 
I postawy konformistyczne tę spójność zapewniają. Zbytni indywidualizm jest społecznie szkodliwy. 
Indywidualizm też zresztą jest funkcjonalny. Polacy np. uchodzili do niedawna za naród indywidualistów. Teraz zaś spotykają się z zarzutem konformizmu! Ale to jeszcze nie pointa.
Pointa jest dalej. Na literę O. Cierpliwości! Najpierw litera K. A przedtem - analiza.

Czynniki wzmagające konformizm [Wiki]


Czynniki związane z cechami osoby
Osoba …
1.    Zależy jej na uczestniczeniu w grupie.
2.    … i jednocześnie ma słabą pozycję w grupie 
3.    … czuje się niepewnie
4.    … ma niską samoocenę
5.    … nie ma sprzymierzeńców (choćby wyobrażonych).
6.    … nie ma poczucia kompetencji odnośnie danego zadania (wie, że się na tym nie zna)
7.    … nie jest zaangażowana w działanie, które jest obiektem nacisku (i na odwrót – np. trudniej jest ulec przekonaniu grupy, że film jest słaby jeśli wcześniej mówiła już komuś, że jest świetny).
8.    ... wartości, normy nie stoją w sprzeczności wobec norm zinternalizowanych już przez jednostkę.
9.    … jest zewnątrzsterowna.
a)     (outer - direction wg Davida Riesmana (osoba zewnątrzsterowna uwarunkowana społecznie. „Samotny Tłum” opisany w 1950 roku, ludzie z epoki postindustrialnej, mają dużo czasu, nie odczuwają biedy, młodzież z wielkich miast. Uczulona na to, by być lubianym. Taki człowiek zatraca poczucie tożsamości, jest niepewny, żyje złudzeniami a jednocześnie ocenia się zbyt surowo.)
b)    (outer containtment wg Waltera Recklessa – osoba zewnątrzsterowna wskutek dowolnych przyczyn)
10. Uleganie dotyczy zachowania w odległej przyszłości, a nie tu i teraz

Czynniki związane z cechami grupy
Grupa …
11. … odczuwa zagrożenie zewnętrzne.
12. … jest duża (według E. Aronsona - gdy istnieje jednomyślność to tendencja do podporządkowania się naciskowi grupy jest mniej więcej tak samo wielka wtedy, gdy jednomyślna większość składa się z trzech osób jak i wtedy gdy składa się z szesnastu osób)
13. ... jest jednomyślna
14. … składa się ze specjalistów
15. Zadanie powierzone jednostce przez grupę jest pilne.
------------------------------

To były cytaty i wypisy z lektur. 

Pora na własne stanowisko autora.

Konformista (opracowanie i komentarze własne)

Człowiek, który zgadza się mniej lub bardziej bezkrytycznie albo podporządkowuje się wartościom, poglądom, zasadom i normom postępowania obowiązującym w danej grupie społecznej.

(Być może) przedtem miał inne zdanie lub inaczej się zachowywał. Zmienił je zgodnie z oczekiwaniami grupy. Czyli – przystosował się do zasad obowiązujących w nowej grupie. 

Jednak czy nie mamy aby często do czynienia z przypadkami, że ten i ów nie miał przedtem żadnego zdania? 
Może był tabula rasa i szukał swojej tożsamości? 
Nie miał szczęścia i nikt mu nigdy nie powiedział, kim jest?
A nie chciał być człowiekiem bez właściwości?

(Być może) niejednokrotnie człowiek nabiera wielu przekonań wskutek naśladownictwa poglądów panujących w atrakcyjnych grupach?
Czy nie jest tak, że dzieci dziedziczą światopogląd rodziców? Oczywiście często "dziedziczą" światopogląd na odwyrtkę :)

Samodzielność – to LUKSUS! Elitarność!
Dlatego bądźmy atrakcyjni! Dobro musi być atrakcyjne. Nie mylić z blichtrem! 
Nie kompromitujmy dobra swoim gapiostwem, nabzdyczeniem, zakapiorstwem, doktrynerstwem, hipokryzją, lenistwem i innymi siedemdziesięcioma siedmioma grzechami głównymi i pomniejszymi, które razem stanowią odpychający kołtun quasi - dobra, albo karykatury dobra.

Dixi.

Na koniec - jeszcze raz wypisy z lektur. 

Ale z atrakcjami. ...dodatek z internetowego Słownika Języka Polskiego. 

osoba podporządkowująca się normom (także tym, których nie uważa za słuszne) obowiązującym w grupie społecznej, do której należy (SJP)


komentarze:
(brak)

No to - mój komentarz: W moim odczuciu, co dla uważnego (gdzie takich szzukać?) czytelnika nie będzie zaskoczeniem, definicja jest co najmniej niewystarczająca. Należy ją wzbogacić o komentarze internautów (istot odmiennych gatunkowo)

Tam (pod słownikową definicją) nie mieliśmy szczęścia. Ale jest jeszcze ….

człowiek bierny, ugodowy, przystosowujący się do okoliczności dla osiągnięcia własnych korzyści. (też SJP)

Z konformizmem nie łączy go efekt przystosowania - chociaż czasami ma miejsce. Ale nie przystosowanie jest swoiste. 
Swoista jest motywacja takiego a nie innego postępowania. Oportunista z zasady motywowany jest korzyścią lub uniknięciem straty. 
Stadność czy też odwrotnie - samodzielność działania - nie są swoiste dla jego postawy.

Konformista, może mieć wyższe motywacje. Zaufanie, dyscyplina, szacunek. Ale też potrzeba przynależenia do atrakcyjnej grupy. Uczestniczenia w czymś większym od niego. 
Bo konformista przystosowuje się do grupy. Korzyść może osiągnąć, ale może też stracić („Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić”).

Oportunista może się przystosować do grupy, ale musi to mu przynieść korzyść. Może też wystąpić przeciw grupie, pod warunkiem, że to mu przyniesie korzyść.

Ciekawe, że oportunista ma dużo mniejszą literaturę przedmiotu (i żadnej teorii dysonansu!), ale za to budzi większe emocje w Internecie:
(cytaty - ortografia prawie oryginalna)
# xxxdrakulaxxx 2009-08-26
oportunista to osoba, która również przytakuje, bo boi się innych ludzi i tego, że może mieć odmienne zdanie.
Widziałam taką dziewczynę... Coś okropnego. Jak chorągiewka na wietrze.
Pozdrawiam ;)

# ~gosc 2009-10-27
eeetam, pracowałem swego czasu w Urzędzie Miasta w małej Gminie i powiem, że tam bez tej cechy potencjalny kandydat na pracownika nie ma czego szukać, na szczescie szybko zrozumiałem swoj błąd:) Tak wiec i dla ludzi z tą cecha znajdzie sie jakies miejsce gdzie beda sie realizować:)

# ~gosc 2012-01-27
uległem konsternacji, kiedy przyczytałem sobie tutaj, co to znaczy oportunista i w głowę zachodzę, jak może tak wielu wypowiadających się tutaj ludzi nie uzmysłowić sobie, iż komentuje słowo KONFORMISTA. Oportunista natomiast, jak z samego slowa wydedukować można, to stawiający opór zazwyczaj idealista. Solidarność na ten przykład była w latach komunizmu organizacją oportunistytyczną.

# muszlin 2012-01-27
Zdziwisz się jeszcze bardziej, gdy się dowiesz, że "oportunista" i "konformista" to synonimy. http://sjp.pwn.pl/szukaj/oportunista

Ty zaś mylisz "oportunistę" z "opozycjonistą".
# ~gosc 2012-01-28
głupcem jestem, bowiem przeciw prawdzie staję, kłamstwo jej zarzucając, a sam wcześniej nie zweryfikuję słuszności przekonań swych, przeto zapewniam cię "muszlin", że moja głupota jest już o to jedno słowo mądrzejsza.

# ~gosc 2012-06-02
Należy pamiętać że nie każdy oportunista to samolubny cham, niektórzy to ludzie wielkiego sukcesu m.in. Bill Gates.
Poza tym każdy jest oportunistą dostosowując się do sytuacji żeby osiągnąć jak najlepsze korzyści np. ściągając na sprawdzianach, kolokwiach czy też egzaminach.
Więc każdy kto kiedykolwiek zgodził się z grupą czyli stał się konformistą stał się też oportunistą.
Dla zrozumienia tematu zapraszam do lektury psychologi.
Nie skreślajcie ludzi jeśli nie wiecie o wszystkiego o sobie.

Pozdrawiam
# ~gosc 2012-06-03
Oportunista ma związek z oporem? A karnista pewnie z karnistrem?

Czy nie można zaproponować jakiegoś prostego testu (np. odmień MAMA przez przypadki), aby wpisywać komentarze mogli tylko ludzie mniej-więcej piśmienni?
# ~gosc 2012-09-21
Ciekawe, co miał na myśli gość z 03-06-2012, mniej-więcej piśmienny zapewne, używając nieistniejącego słowa "karnister", zamiast kanister?
Chyba że gościu był w szkole "prymasem" i nigdy nie "skompromisował" się nieznajomością trudnych słów...